poniedziałek, 20 stycznia 2014
Smutek, żal i złość...
Naprawdę bardzo was przepraszam, ale muszę usunąć tego Bloga. Właściwie to on nawet nie jest mój. Pisałam go z moją przyjaciółką, a raczej byłą przyjaciółkę - Martyną. Była jakby taką szefową, dyktowała mi co mam pisać. W prawdzie to ja wymyśliłam postacie i przebieg zdarzeń, ale ona zawsze coś musiała pozmieniać. Aż w końcu sprawa zaszła za daleko i się pokłóciłyśmy. To już mój drugi nie udany blog przez przyjaźń. Jeszcze raz przepraszam. . Nie wiem co się stanie z tym blogiem. Z Martyną nie mam kontakty od dwóch dni. Może kiedyś jeszcze do niego wrócimy.Naprawdę bardzo mi głupio że tyle razy coś usuwam, ale nie jestem w stanie być idealną. Zapraszam na nowego bloga ( tylko mojego ) http://raurraa.blogspot.com/
niedziela, 19 stycznia 2014
8. Nie ufaj ciemnością...
Obróciłam się twarzą do Ross'a i zaczęłam powoli cofać, na co chłopak się przybliżał. W końcu dzieliło nas kilka centymetrów. Sięgnęłam ręka do torebki, w celu wyciągnięcia telefonu, ale blondyn mnie wyprzedził złapał za nadgarstki i przycisnął do ściany.
- Puszczaj mnie!!!
Chłopak się tylko chytro uśmiechnął.
- Puszczaj mnie słyszysz!? - wrzeszczałam dalej z nadzieją że ktoś mnie usłyszy.
- Nie rzucaj się bo tu cię nikt nie usłyszysz, a w ten sposób mi nie pomagasz..-szepnął cicho blondyn, przyciskując mnie mocniej do ściany.
- Ale o co ci chodzi?!
- Dlaczego mnie tak bardzo nienawidzisz ?!
- Ale pytanie - cicho się roześmiałam - po pierwsze jesteś debilem, po drugie nie umawiam się z gangsterami, a po trzecie BOJE SIĘ CIEBIE!!!!
Między nami zapadła głucha cisza...
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz?!
W tej chwili Ross wbił mi się w usta. Próbowałam mu się wyrwać, ale to nie pomagało. Gdy się w końcu ode mnie oderwał spojrzał mi jeszcze raz w oczy.
- Ja chce ciebie...
Na całe szczęście chłopak puścił mnie, a ja zdążyłam z tamtą uciec. Biegłam prosto przed siebie. Do oczu napływały mi łzy. Otarłam twarz przed drzwiami do domu i weszłam do środka.
- Już jestem!
Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Taty nigdzie nie było. W kuchni leżała tylko od niego kartka
" Wracam jutro o 17.00 buziaki "
-No to zostałam sama..-szepnęłam do siebie.
Postanowiłam sobie zrobić coś do jedzenia. Wyciągnęłam z szafki w kuchni płatki i mleko. Z gotową miską usiadłam na kanapie w przed pokoju. W telewizji same nudy. W pewnej chwili, przy truchtał do mnie Rocky. Wskoczył na kanapę i wtulił się w poduszki. On jest taki słodki. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Monic.
- Hej, jak się czujesz?
- ja spoko, rano tylko bolała mnie głowa, ale przez moich nad opiekuńczych rodziców, leżałam cały dzień przykuta do łóżka. Wiesz jacy oni są...a co u ciebie?
- U mnie w miarę ok. Znowu spotkałam Ross'a.
- I opowiadaj co s ci zrobił..-przerwała rudowłosa.
-Poczekaj daj mi dokończyć. Stał po d szkołą z swoimi kumplami. jeden z nich mnie zaczepił. Trochę mnie poniosło i wylałam na nich cała wode. Później zaczęłam uciekać, a on mnie gonił. Przycisnął do ściany w jakimś ślepym zaułku i pocałował..-powiedziałam to wszystko na jednym oddechu.
- Lau..tak mi przykro...
- Nie spoko, nic na to nie możesz poradzić, to nie twoja wina.
-Ale pewnie gdybym szła wtedy z tobą, to by się odczepił.
-Monic daj spokój, stało się i trzeba zapomnieć, mam nadzieję ze jutro idziesz do szkoły?
- Tak jasne, ale teraz muszę kończyć, idę się kąpać, pa.
-Do usłyszenia.
Westchnęłam cicho i powędrowałam na górę. W moim pokoju było zupełnie ciemno. Nie zapalając światła podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje nowe buty. Nagle drzwi od pokoju się zamknęły.
Stałam przed łóżkiem nie wiedząc oco chodzi. W pewnej chwili ktoś mnie na nie popchnął i leżałam na poduszkach. Światło się zapaliło. Dopiero wtedy zauważyłam że nade mną jest Ross. Chłopak leżał na mnie podpierając się rękoma.
- Długo musiałem na ciebie czekać... - szepnął chłopak z chytrym uśmiechem.
W tej chwili obudziłam się z krzykiem. Leżałam na kanapie.
- To był tylko sen...-szepnęłam sama do siebie.
Musiałam zasnąc jeszcze orzed telefonem do Monic, szkoda tylko że ten pocałynek z Ross'em nie okazał się tak jak ten koszmarem.
Wzięłam odrężającą kąpiel i znowu zasnęłam.
Podobnie zrobiła Monic. Ross cały czas się na mnie gapił. Udawałam że śmieje się z pozostałam grupą, chociaż nawet nie wiem o czym oni gadali. Wyciągnęłam telefon, dwie nie odebrane wiadomości. W klubie był straszny hałas więc wyszłam na zewnątrz.
Oczywiście te wiadomości były od mojego taty. Napisałam mu tylko sms'a że jestem z Monic na plaży i wróciłam do baru.
- Bardzo was przepraszam.- wytłumaczyłam siadając koło Monic.
- Puszczaj mnie!!!
Chłopak się tylko chytro uśmiechnął.
- Puszczaj mnie słyszysz!? - wrzeszczałam dalej z nadzieją że ktoś mnie usłyszy.
- Nie rzucaj się bo tu cię nikt nie usłyszysz, a w ten sposób mi nie pomagasz..-szepnął cicho blondyn, przyciskując mnie mocniej do ściany.
- Ale o co ci chodzi?!
- Dlaczego mnie tak bardzo nienawidzisz ?!
- Ale pytanie - cicho się roześmiałam - po pierwsze jesteś debilem, po drugie nie umawiam się z gangsterami, a po trzecie BOJE SIĘ CIEBIE!!!!
Między nami zapadła głucha cisza...
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz?!
W tej chwili Ross wbił mi się w usta. Próbowałam mu się wyrwać, ale to nie pomagało. Gdy się w końcu ode mnie oderwał spojrzał mi jeszcze raz w oczy.
- Ja chce ciebie...
Na całe szczęście chłopak puścił mnie, a ja zdążyłam z tamtą uciec. Biegłam prosto przed siebie. Do oczu napływały mi łzy. Otarłam twarz przed drzwiami do domu i weszłam do środka.
- Już jestem!
Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Taty nigdzie nie było. W kuchni leżała tylko od niego kartka
" Wracam jutro o 17.00 buziaki "
-No to zostałam sama..-szepnęłam do siebie.
Postanowiłam sobie zrobić coś do jedzenia. Wyciągnęłam z szafki w kuchni płatki i mleko. Z gotową miską usiadłam na kanapie w przed pokoju. W telewizji same nudy. W pewnej chwili, przy truchtał do mnie Rocky. Wskoczył na kanapę i wtulił się w poduszki. On jest taki słodki. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Monic.
- Hej, jak się czujesz?
- ja spoko, rano tylko bolała mnie głowa, ale przez moich nad opiekuńczych rodziców, leżałam cały dzień przykuta do łóżka. Wiesz jacy oni są...a co u ciebie?
- U mnie w miarę ok. Znowu spotkałam Ross'a.
- I opowiadaj co s ci zrobił..-przerwała rudowłosa.
-Poczekaj daj mi dokończyć. Stał po d szkołą z swoimi kumplami. jeden z nich mnie zaczepił. Trochę mnie poniosło i wylałam na nich cała wode. Później zaczęłam uciekać, a on mnie gonił. Przycisnął do ściany w jakimś ślepym zaułku i pocałował..-powiedziałam to wszystko na jednym oddechu.
- Lau..tak mi przykro...
- Nie spoko, nic na to nie możesz poradzić, to nie twoja wina.
-Ale pewnie gdybym szła wtedy z tobą, to by się odczepił.
-Monic daj spokój, stało się i trzeba zapomnieć, mam nadzieję ze jutro idziesz do szkoły?
- Tak jasne, ale teraz muszę kończyć, idę się kąpać, pa.
-Do usłyszenia.
Westchnęłam cicho i powędrowałam na górę. W moim pokoju było zupełnie ciemno. Nie zapalając światła podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje nowe buty. Nagle drzwi od pokoju się zamknęły.
Stałam przed łóżkiem nie wiedząc oco chodzi. W pewnej chwili ktoś mnie na nie popchnął i leżałam na poduszkach. Światło się zapaliło. Dopiero wtedy zauważyłam że nade mną jest Ross. Chłopak leżał na mnie podpierając się rękoma.
- Długo musiałem na ciebie czekać... - szepnął chłopak z chytrym uśmiechem.
W tej chwili obudziłam się z krzykiem. Leżałam na kanapie.
- To był tylko sen...-szepnęłam sama do siebie.
Musiałam zasnąc jeszcze orzed telefonem do Monic, szkoda tylko że ten pocałynek z Ross'em nie okazał się tak jak ten koszmarem.
Wzięłam odrężającą kąpiel i znowu zasnęłam.
---
Obudziłam się wcześnie rano. Odrazu na powitanie dostałam z kapcia od mojego psa.
- No wiesz to ja ci daje jedzenie, a ty mi to oddajesz kapciem?!
Rocky tylko szczeknął i wyszedł z pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 9.30. na szczęście nie idę dzisiaj do szkoły!!! Wstałam z łózka ogarnęłam się w łazience i ubrałam w to :
( bez okularów). Zeszłam na dół i zrobiłam sobie jajecznice. Nie umiem zbyt dobrze gotować, ale skoro tata jest w pracy to nie będę chodzić głodna. Wzięłam talerz z jedzeniem do salonu i walłam się na kanapę. W telewizji leciała akurat pogoda. Dzisiaj 30 stopni w cieniu!!! Szkoda tylko że nie mam basenu. Spojrzałam na Rocky'ego. Patrzał się na mój talerz jakby był ze złota.
- No dobra, masz...
Położyłam jedzenie na podłodze, a czworonóg sprzątnął to w 5 minut. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Monic.
- Hej, co u ciebie.
- Spoko, a u ciebie.
- Nudzę się w chacie. Tata został w pracy, a ja siedzę w pokoju z psem i patrzymy się na teletubisie.
- Współczuje, widzę że temperatura cie już też dopadła.
- No...możemy się spotkać za 10 minut.
- Tak, jasne nie ma sprawy to za dziesięć minut w parku.
- Ok, pa
Rozłączyłam się i wybiegłam z domu. Ale upał. Nawet dzieciaki mieszkające na tej ulicy siedziały w cieniu samochodów. Przypomniałam sobie właśnie o psie... No nic wyjdę z nim trochę później. Z tą myślą ruszyłam prosto przed siebie. Szłam jakieś 10 minut, gdy nagle na przeciw siebie zauważyłam zdyszaną Monic.
- Jezu co ci się stało?!
- Spotkałam Justina ze swoim kumplem, rozmawiali o tobie. Szłam za nimi więc słyszałam.
- Ale gdzie oni teraz są?!
- Za jakieś 10 minut będą na plaży w barze. Idziemy co nie?! - spytała mnie podekcytowana dziewczyna.
- Nie, nie chce mi się z nimi gadać, jeszcze spotkamy Rossa i będzie klops.
- Ale Justin to szkolne ciacho no chodź będzie fajnie!! - nalegała rudowłosa.
- Ale tylko pogadamy i idzemy dalej ok?
- Tak niech ci będzie..
dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i pobiegłyśmy prosto na plaże. Ale tam były tłumy. W końcu to nawet się nie dziwie taka temperatura i nie wykorzystać pogody?
- To gdzie jest ten bar??? - spytałam rozglądając się.
- Widzisz tam to molo?
- A tak już widzę.
Było naprawdę pokaźnych rozmiarów. Weszłyśmy na drewniany most. Sam bar był w stylu hawajskim. Odrazu rzucił mi się w oczy Ross. Siedział ze swoim gangiem przy stoliku.
- No nie ten debil tez tu jest...-szepnęła rudowłosa.
-Mówiłam ci, chodź stąd.
W tym momencie podszedł do nas Justin i jego kumpel, którego jeszcze nie znałyśmy.
- hej dziewczyny co u was.
- Spoko...-odpowiedziałyśmy równo.
- Może napijecie się czegoś, pogadamy?
Usiadłyśmy kolo nich przy stole. Kelner podał nam koktajle i lody w kokosie. Cały czas kopałam Monic żebyśmy stąd poszły, ale Monic nie zwracała na mnie uwagi.
- To co dzisiaj robicie? - spytał nagle Justin.
- Łazimy, tak po mieście...-westchnęła Monic.
- A przepraszam nie przedstawiłem wam Blake'a.
Spojrzałyśmy na nowego chłopaka był to wysoki brunet o piwnych oczach.
- Laura - przedstawiłam się i podałam mu dłoń.Podobnie zrobiła Monic. Ross cały czas się na mnie gapił. Udawałam że śmieje się z pozostałam grupą, chociaż nawet nie wiem o czym oni gadali. Wyciągnęłam telefon, dwie nie odebrane wiadomości. W klubie był straszny hałas więc wyszłam na zewnątrz.
Oczywiście te wiadomości były od mojego taty. Napisałam mu tylko sms'a że jestem z Monic na plaży i wróciłam do baru.
- Bardzo was przepraszam.- wytłumaczyłam siadając koło Monic.
- Nic się nie stało, chcecie coś do picia? - spytał ponownie Justin.
- Nie dzięki...-odezwałam się cicho.
- To ja sok pomarańczowy.
Spojrzałam się na Monic. Nie poznaje mojej przyjaciółki. Zawsze taka cicha, pilna i grzeczna, a teraz???
Chłopacy zostawili nas samych. Blake poszedł do toalety, a Justin po napoje.
- Monic co cię napadło? - szepnęłam do koleżanki.
- No co? Ni widzisz że oni z nami flirtują?!
Przerwał nam tą rozmowę Blake.
- O czym tak rozmawiałyście? - spytał brunet z uśmiechem.
- Yyy...o mojej babci. - odezwała się Monic.
- O babci? - spytał nie dowierzając chłopak.
- Tak, o jej babci tak się nazywa ja kot. - wytłumaczyłam szybko.
Monic mnie kopła i uśmiechnęła się sztucznie. Moje oczy mówiły " no co" A jej wzrok patrzał się na mnie z mordem.
- Idę to toalety, zaraz wracam. - odezwała się Monic.
Nie, błagam tylko nie to. Zostawia mnie samą z nimi! Nie ukrywam że chłopacy byli ładni i nawet sz ła nam rozmowa, ale sama!? No nic trzeba żyć dalej..
- Słyszałem że pochodzisz z Madrytu? - odezwał się Justin.
- Tak...
- Powiedz coś po Hiszpańsku.
- Terriblemente mal ventilado aquí voy a transiciones fuera ..
- Co? - spytała Monic, która właśnie przyszła.
- Laura mówiła nam coś po Hiszpańsku, ale co to było.
- Strasznie tu duszno idę się przejść na zewnątrz. - mówiąc te słowa wstałam i wyszłam.
Wychodząc z baru upuściłam torebkę, co wykorzystał Ross...
I jak wam się podoba kolejny rozdział? Dzięki za wczorajsze komentarze. Jutro pojawi się następny wpis.
P.S. Dodam nowych bohaterów.
sobota, 18 stycznia 2014
7.Nigdy nie wbiegaj w ślepy zaułek...
Tego dnia Monic nie było w szkole. Niestety skorzystali z tego chłopacy i cały czas prosili mnie o numer telefonu. Dzisiaj skończyłam lekcje o 12.00. Pomyślałam więc że odwiedzę Monic i spytam się jak się czuje. Kolejne nie szczęście jakie mnie spotkało to idiota czekający na mnie na dole. Byłam ubrana tak :
Przepraszam że ten rozdział jest taki krótki, miałam go dodać jutro, ale nie mogłam się doczekać i dodałam dzisiaj. Obiecuje że jutro pojawi się ciąg dalszy, a w ogóle jak wam się podoba??? Do następnego wpisu...
Tym razem blondyn stał ze swoim gangiem, jak zawsze na motorze. Wszyscy ubrani na czarno, jak na pogrzebie.
- Mała, fajny tyłek!!! - krzyknął ktoś z grupy.
- Joe, przymknij się..- uciszył go Ross.
Podeszłam do obydwóch z mordem w oczach. Wylałam na każdego całą butelkę zimną wody, która wcześniej trzymałam w ręce.
Sztucznie się uśmiechnęłam i odeszłam.
Ross
- Stary, to było niesamowite, ta laska jest idealna. - odezwał się Joe.
- Jeśli dla ciebie są fajne dziewczyny, które oblewają cię lodowatą wodą, to nie wiem z jakiej choinki się urwałeś. - odparłem wyciskając wodę z T-shirt'u.
- Ale musisz przyznać że ładna jest.
- Stary ona jest moja, nawet nie myśl o tym..
- Ona twoja??? Człowieku ona cię nie chce znać..- szepnął brunet.
- To mnie jeszcze pozna...
Wsiadłem na motor i pojechałem szukać dziewczyny.
Laura
szłam właśnie przez park, gdy nagle usłyszałam głośny pisk opon. Z chmury dymu, wyłonił się Ross.
- Czego znowu chcesz???
- Ciebie...- odparł chytro.
- Nie jestem dziwką żebyś się tak do mnie zwracał.
Szłam cały czas przed siebie, a chłopak jechał za mną.
- Poczekaj!
- Nie ma ochoty z tobą rozmawiać! - krzyknęłam i zaczęłam biec prosto przed siebie.
Wyszłam z parku na główną ulice. Ross zszedł z motoru, i ruszył za mną biegiem. No to wpadłam jak śliwa w kompot. Moja jedyna pomoc to ludzie, jeśli w ogóle zareagują.
Uciekałam cały czas przed chłopakiem, oglądając się czasami do tyłu. W pewnej chwili zauważyłam kolejna ulicę z, której wyjeżdżała śmieciarka. Postanowiłam skręcić. Niestety gdy się skapłam że to ślepy zaułek, było już za późno. Nigdzie w pobliżu nie było ludzi, a Ross stał za mną.
Przepraszam że ten rozdział jest taki krótki, miałam go dodać jutro, ale nie mogłam się doczekać i dodałam dzisiaj. Obiecuje że jutro pojawi się ciąg dalszy, a w ogóle jak wam się podoba??? Do następnego wpisu...
Info od Van..
Dzisiaj dodałam dwa rozdziały!!! Myślę że wam się spodobają. Jutro pojawi się kolejny!!! Puki mam zwichniętą kostkę będę wstawiała rozdziały codziennie. Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania.
6.Nienawidze gazet....
Całą wczorajszą akcje odpowiedziałam Monic. Dziewczyna bardzo sie tym przejeła i postanowiłyśmy więcjej o tym nie wspominać. Lekcje skończyłam wcześnei jak zawsze o 13.30. Schodziłyśmy po schodach...ale na dole czekał już na mnie Ross.
Zeszedł ze motoru i podszedł do mnie.
- Laura, ja ciebie bardzo przepraszam, nie chciałem cie zranić... - tłumaczył się nerwowo blondyn.
- Słuchj nie wiem czemu za mną łazisz, dobrze wiesz że jak ny ktoś chciał to by zadzwonił po psy i by cię zgarneli. Nie chcę cię znać!!!
Znowu poczułam jak wszyscy sie na mnie paczą. Nikt nie wiedział dlaczego blondyn mnie przeprasza, do czasu...
- Nowa gazeta, dzisiaj tylko za dwa dolary!!! - krzyczal jakiś chłopak stojąc na schodach.
Monic podbiegła do niego i kupiła pierwszy lepszy egzęplaż.
- Laura! Zobacz jesteś na pierwszej stronie!!! - krzyczała dziewczyna.
Wzielam od dziewczyny gazetę i przeczytałam :
Osiedlowy gangster i dziewczyna z Madrytu...
Wczoraj widziano ich razem, a dokładnie w barze na Steet. Laura Marano ( 17l. ) pracuje tam od niedawna. A już w pierwszy dzięń w pracy zdarzył się jej nie miły incydent. Dziewczyna nie szczęściem poślizgneła się i wpadła na Rossa Lynch'a ( 17.l.) W pewnym momencie chłopak ja pocałował. Brunetka odepchneła go od siebie i wybiegła z płaczem z baru. Jak potocza się dalsze losy?
Poprostu nie dowierzalam że ludzie mogą byc aż tak podli. Żeby napisać o takim czymś w gazecie?!
W pewnym momencie wszyscy zwrocili wzrok na mnie.
- No piękie nie dosyć że jestem nowa to jeszcze to... - szepnelam sam ado siebie.
Uczniowe wychodząc ze szkoły kupowali gazety, a ja jak to ja byłam w centrum uwagi. Upuściłam gazetę na chodnik i puściłam się biegiem, a za mną Monic. Ross mnie nie obchodzil, o niczym jeszcze nie wiedział, dopiero gdy podniusl gazetę i przeczytał artuków, zajarzył dlaczego wszyscy się na niego i na mnie gapili. Odpalił motor i z piskiem opon pojechał za mną. Szłam cała zapłakana chodnikem. Monic mnie prubowala pocieszyć, ale w duszy wiedziała że nic nie nic nie zdziała.
- Laura!!! Poczekaj!!! - krzyczał chłopak biegnąc w moją stronę.
- Czego ty znowu chcesz?!
- Wiem że zwykłe przepraszam nei naprawi tego co zrobiłem, ale zrozum że to silniejsze odemnie.
- To zrozum że zniszczyłeś mi życie! teraz wszycsy będą mnei wytykac palcami " dziewczyna gangstera ". Jesteś skonczonym idiotą!!!
Skonczylam się na niego drzeć i dalej z Monic szłyśmy przez siebie. Szłysmy tak 4 minuty, ale dziewczyna widząc moje zakłopaotanie odstawiła mnie na ławce.
- Laura, posłuchaj mnie. - powiedziąła spokojnie rudowłosa. - Zawsze mogło być gorzej, i tak fajnie że Ross cię przeprosił. Na ogół to ludzie go przepraszają. Teraz musisz go poprostu unikać. Nie wiedomo co ten debil chce z tobą zrobić.
- Ale ja chce normalnie zyc, a nie w ciągłym strachu.
Nagle poczułam kogoś ręke na ramieniu. To nie mogła być dłoń Monic poniewaz stała przedemną, i zrobiła wystraszone oczy.
Obruciłam się i zobaczyłam za sobą Ross'a z czerwonymi różami.
- Laura naprawde nie wiem jak mam cię przeprosić. - powiedział chłopak podając mi kwiaty.
- Weź odemnei to zielsko!!! Nie chce cię znać!!!
Chłopak trochę posmutniał i usiadl koło mnie na ławce.
- Nie waż się meni dotknąć!!! - krzyknełam wstając.
Wziełam Monic pod ręke i zmieniliśmy kierunek. dziewczyna prubowął amnei cały czas pocieszyć, ale jej zabardzo nie wychodziło. Około 14.20 Wróciłam do domu.
- I jak tam w szkole!? - spytal tata robiący obiad w kuchni.
- Okropnie! Przeczytaj sobie tą gaeztę..
Męszczyzna wiął do ręki podany mu egzęplaz. czytał i czytał nie dowierzając.
- Lauro...tak mi przykro..dlaczego mi nie poweidziałaś???- spyatł tata siedząc przy mnie.
- Bałam się jak zareagujesz...- szepnełam przez łzy.
- Musisz mi odrazu mówić o takich rzeczach, jak chcesz to nie muszisz chodzic do tej pracy. A szef to wszystko widział???
- Tak, ale on sobie z tego nic nie robi...
- Jak chcesz to pujdziemy z tym na policje.
- Zastanowie się.
Napiłam sie soku i poszłam na gorę. W moim pokoju już czekał Rocky. Leżał na łóżku i pomchał mi ogonem. Usiadłam koło niego, a on podła mi łapkę.
- Dziękuje, że jesteś...
Pies szczeknął i zszedl z łóżka. Puściłam sobie muzykę z telefonu i glebnełam się na łóżko. Słuchłam, myślalam, słuchlam, myślalam i tak na zmienę. Około 19.55 zrobiłam sobię odprężającą kompiel i usnęłam.
Zeszedł ze motoru i podszedł do mnie.
- Laura, ja ciebie bardzo przepraszam, nie chciałem cie zranić... - tłumaczył się nerwowo blondyn.
- Słuchj nie wiem czemu za mną łazisz, dobrze wiesz że jak ny ktoś chciał to by zadzwonił po psy i by cię zgarneli. Nie chcę cię znać!!!
Znowu poczułam jak wszyscy sie na mnie paczą. Nikt nie wiedział dlaczego blondyn mnie przeprasza, do czasu...
- Nowa gazeta, dzisiaj tylko za dwa dolary!!! - krzyczal jakiś chłopak stojąc na schodach.
Monic podbiegła do niego i kupiła pierwszy lepszy egzęplaż.
- Laura! Zobacz jesteś na pierwszej stronie!!! - krzyczała dziewczyna.
Wzielam od dziewczyny gazetę i przeczytałam :
Osiedlowy gangster i dziewczyna z Madrytu...
Wczoraj widziano ich razem, a dokładnie w barze na Steet. Laura Marano ( 17l. ) pracuje tam od niedawna. A już w pierwszy dzięń w pracy zdarzył się jej nie miły incydent. Dziewczyna nie szczęściem poślizgneła się i wpadła na Rossa Lynch'a ( 17.l.) W pewnym momencie chłopak ja pocałował. Brunetka odepchneła go od siebie i wybiegła z płaczem z baru. Jak potocza się dalsze losy?
Poprostu nie dowierzalam że ludzie mogą byc aż tak podli. Żeby napisać o takim czymś w gazecie?!
W pewnym momencie wszyscy zwrocili wzrok na mnie.
- No piękie nie dosyć że jestem nowa to jeszcze to... - szepnelam sam ado siebie.
Uczniowe wychodząc ze szkoły kupowali gazety, a ja jak to ja byłam w centrum uwagi. Upuściłam gazetę na chodnik i puściłam się biegiem, a za mną Monic. Ross mnie nie obchodzil, o niczym jeszcze nie wiedział, dopiero gdy podniusl gazetę i przeczytał artuków, zajarzył dlaczego wszyscy się na niego i na mnie gapili. Odpalił motor i z piskiem opon pojechał za mną. Szłam cała zapłakana chodnikem. Monic mnie prubowala pocieszyć, ale w duszy wiedziała że nic nie nic nie zdziała.
- Laura!!! Poczekaj!!! - krzyczał chłopak biegnąc w moją stronę.
- Czego ty znowu chcesz?!
- Wiem że zwykłe przepraszam nei naprawi tego co zrobiłem, ale zrozum że to silniejsze odemnie.
- To zrozum że zniszczyłeś mi życie! teraz wszycsy będą mnei wytykac palcami " dziewczyna gangstera ". Jesteś skonczonym idiotą!!!
Skonczylam się na niego drzeć i dalej z Monic szłyśmy przez siebie. Szłysmy tak 4 minuty, ale dziewczyna widząc moje zakłopaotanie odstawiła mnie na ławce.
- Laura, posłuchaj mnie. - powiedziąła spokojnie rudowłosa. - Zawsze mogło być gorzej, i tak fajnie że Ross cię przeprosił. Na ogół to ludzie go przepraszają. Teraz musisz go poprostu unikać. Nie wiedomo co ten debil chce z tobą zrobić.
- Ale ja chce normalnie zyc, a nie w ciągłym strachu.
Nagle poczułam kogoś ręke na ramieniu. To nie mogła być dłoń Monic poniewaz stała przedemną, i zrobiła wystraszone oczy.
Obruciłam się i zobaczyłam za sobą Ross'a z czerwonymi różami.
- Laura naprawde nie wiem jak mam cię przeprosić. - powiedział chłopak podając mi kwiaty.
- Weź odemnei to zielsko!!! Nie chce cię znać!!!
Chłopak trochę posmutniał i usiadl koło mnie na ławce.
- Nie waż się meni dotknąć!!! - krzyknełam wstając.
Wziełam Monic pod ręke i zmieniliśmy kierunek. dziewczyna prubowął amnei cały czas pocieszyć, ale jej zabardzo nie wychodziło. Około 14.20 Wróciłam do domu.
- I jak tam w szkole!? - spytal tata robiący obiad w kuchni.
- Okropnie! Przeczytaj sobie tą gaeztę..
Męszczyzna wiął do ręki podany mu egzęplaz. czytał i czytał nie dowierzając.
- Lauro...tak mi przykro..dlaczego mi nie poweidziałaś???- spyatł tata siedząc przy mnie.
- Bałam się jak zareagujesz...- szepnełam przez łzy.
- Musisz mi odrazu mówić o takich rzeczach, jak chcesz to nie muszisz chodzic do tej pracy. A szef to wszystko widział???
- Tak, ale on sobie z tego nic nie robi...
- Jak chcesz to pujdziemy z tym na policje.
- Zastanowie się.
Napiłam sie soku i poszłam na gorę. W moim pokoju już czekał Rocky. Leżał na łóżku i pomchał mi ogonem. Usiadłam koło niego, a on podła mi łapkę.
- Dziękuje, że jesteś...
Pies szczeknął i zszedl z łóżka. Puściłam sobie muzykę z telefonu i glebnełam się na łóżko. Słuchłam, myślalam, słuchlam, myślalam i tak na zmienę. Około 19.55 zrobiłam sobię odprężającą kompiel i usnęłam.
5.Natrętność nie zna granic...
Lekcje skończyłam dokładnie o 13.20. Schodziłam właśnie z Monic po schodach, ale na dole zauważyłam Ross'a.
- Monic widzisz, to ten chłopak, na którego wczoraj wpadłam. - szepnęłam do przyjaciółki.
- Wiesz co chodź może z powrotem do szkoły...
- Nie, on nam nic nie może zrobić, i tak wszyscy się na niego gapią, więc nic nie zrobi, a poza tym tu są kamery...
Szłyśmy na dół. W tej chwili chłopak do mnie podleciał.
- Laura, wczoraj chyba zgubiłaś zeszyt...- powiedział blondyn, podając mi notes.
Oczy wszystkich były na nas zwrócone. Zresztą nie często widzi się gangstera pod szkołą.
- Dzięki...
- Miała byś może czas dzisiaj o 16.00??? - spytał blondyn.
- Nie sorki, mam pracę i nie mogę, pa.
Skończyłam jak najszybciej rozmowę i podeszłam do Monic.
- Widziałaś oczy wszystkich dziewczyn???
- Niestety tak...
- Laura, on chyba na ciebie leci. Nigdy się tak nie zachowuje.
- Lecieć to on może, ale na koniec świata.
- Zresztą to cię rozumiem. Nie wiadomo co ma na myśli przez " spotkanie o 16.00 ".
Szłyśmy tak w ciszy przez park i dwie ulicę, aż w końcu zatrzymałyśmy się u mnie pod domem.
- Może wpadniesz do mnie, posiedzimy, pogadamy???
- Jasne, jak nie będę przeszkadzać.
Chwyciłam przyjaciółkę za rękę i wprowadziłam do środka. Od razu powitał nas Rocky.
- Hej mały jak ja cię dawno nie widziałam. - szepnęła rudowłosa , głaskają psa za uchem.
- Chcesz coś do picia???
- Nie dzięki, albo wodę.
Poszłam do kuchni nalałam w kubek wody i wróciła, do salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
- Pracujesz gdzieś??? - spytała Monic.
- W barze na Wall Street.
- A ja na przeciw w księgarni!!!
Jak to dziewczyny zaczęłyśmy piszczeć i skakać z radości.
- Ale będzie fajnie, możemy się odwiedzać w przerwach.
- A o której zaczynasz???
- 17.30.
- Ja tak samo, to może umówimy się gdzieś i pójdziemy razem???
- Spoko, wyjdę jeszcze tylko na spacer z psem i możemy iść.
Kręciłyśmy się po dworze przez jakieś 3 godziny. Było nawet fajnie. Rozmawiałyśmy o szkole i chłopakach.
Każda z nas rozeszła się w inne strony i umówiłyśmy się na 17.00.
Gdy spojrzałam na zegarek była 16.57. Wyszłam szybko z domu trzaskając drzwiami. Byłam ubrana tak :
( okulary miałam wczepiane we włosy ). Oczywiście byłam na wrotkach. Jestem tam jedyną kelnerką, która jeździ. Szef twierdzi ze tak jest szybciej.
Z daleka widziałam już Monic.
- A ty na wrotkach??? - spytała zdziwiona dziewczyna.
- Szef sobie tak wymyślili. Rozumiesz będę jedyna!.
- Poradzisz sobie, we wrotkach jesteś najlepsza na świecie.
- To miłe z twojej strony...
Szłyśmy długim chodnikiem. Po 15 minutach byłyśmy już na miejscu. Rozstałyśmy się na środku ulicy, ja poszłam w prawo, a Monic w lewo. W barze panował straszny gwar. Mnóstwo ludzi. Moja praca to przyjmowanie zamówień i dostarczanie jedzenia - po prostu kelnerka.
Pocieszało mnie jedynie to że w głośnikach leciała muzyka np. Maroon 5 " Moves Like Jagger ". Jeździłam do po szczególnych stolików i nuciła sobie pod nosem. Przez 20 minut pracy udało mi się już pomylić 3 zamówienia, ale dostałam też 48 dolary. W pewnej chwili do baru Ross ze swoim gangiem. Stałam na środku nie dowierzając że on tutaj przyszedł. Uśmiechnął się tylko do mnie i usiał przy stoliku.
Podjechałam żeby przyjąć zamówienie.
- Co podać???
- Pizze i 4 cole.
Zapisywałam to wszystko w notesie i wróciłam do kuchni przekazać kolejne życzenia klientów.
Wzięłam do ręki ścierka i zaczęłam sprzątać blat.
Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się szybko. Za mną stał Ross.
- Myślałaś już nad naszym spotkaniem??? - spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Tak...i raczej nie, zresztą widzisz że jestem zajęta.
- To chociaż mógłbym cię odprowadzić do domu???
Wtedy już mocno przegiął.
- Koleś! Czego ty ode mnie chcesz!? Zrozum że się po prostu ciebie boję i nie mam zamiaru spotykać się z gangsterem.
-Dobra spokojnie...już sobie idę...
Chłopak odszedł do swoich kumpli, a ja dalej sprzątałam ladę.
Jechałam podać im zamówienie, ale ktoś wylał sok na podłogę i się poślizgnęłam. Myślałam że spadnę na ziemie, ale wleciałam na blondyna. Właściwe to stałam podpierając się o jego tors. Chłopak złapał mnie w tali i wbił się w moje usta.
Szybko go od siebie odepchnęłam.
- Pogrzało cię!? - krzyknęłam wybiegając z baru.
Chłopak wyszedł za mną, ale gdy zaczęłam biec odpuścił sobie. Około 20.00 wróciłam do domu. Wzięłam odprężającą kąpiel i zeszłam na dół. Na stolę znalazłam kartkę od taty "wracam jutro o 15.00 wiesz nowa praca to nowe obowiązki, buziaki tata". Wypiłam jeszcze tylko szklankę wody i zasnęłam.
- Monic widzisz, to ten chłopak, na którego wczoraj wpadłam. - szepnęłam do przyjaciółki.
- Wiesz co chodź może z powrotem do szkoły...
- Nie, on nam nic nie może zrobić, i tak wszyscy się na niego gapią, więc nic nie zrobi, a poza tym tu są kamery...
Szłyśmy na dół. W tej chwili chłopak do mnie podleciał.
- Laura, wczoraj chyba zgubiłaś zeszyt...- powiedział blondyn, podając mi notes.
Oczy wszystkich były na nas zwrócone. Zresztą nie często widzi się gangstera pod szkołą.
- Dzięki...
- Miała byś może czas dzisiaj o 16.00??? - spytał blondyn.
- Nie sorki, mam pracę i nie mogę, pa.
Skończyłam jak najszybciej rozmowę i podeszłam do Monic.
- Widziałaś oczy wszystkich dziewczyn???
- Niestety tak...
- Laura, on chyba na ciebie leci. Nigdy się tak nie zachowuje.
- Lecieć to on może, ale na koniec świata.
- Zresztą to cię rozumiem. Nie wiadomo co ma na myśli przez " spotkanie o 16.00 ".
Szłyśmy tak w ciszy przez park i dwie ulicę, aż w końcu zatrzymałyśmy się u mnie pod domem.
- Może wpadniesz do mnie, posiedzimy, pogadamy???
- Jasne, jak nie będę przeszkadzać.
Chwyciłam przyjaciółkę za rękę i wprowadziłam do środka. Od razu powitał nas Rocky.
- Hej mały jak ja cię dawno nie widziałam. - szepnęła rudowłosa , głaskają psa za uchem.
- Chcesz coś do picia???
- Nie dzięki, albo wodę.
Poszłam do kuchni nalałam w kubek wody i wróciła, do salonu. Usiadłyśmy na kanapie.
- Pracujesz gdzieś??? - spytała Monic.
- W barze na Wall Street.
- A ja na przeciw w księgarni!!!
Jak to dziewczyny zaczęłyśmy piszczeć i skakać z radości.
- Ale będzie fajnie, możemy się odwiedzać w przerwach.
- A o której zaczynasz???
- 17.30.
- Ja tak samo, to może umówimy się gdzieś i pójdziemy razem???
- Spoko, wyjdę jeszcze tylko na spacer z psem i możemy iść.
Kręciłyśmy się po dworze przez jakieś 3 godziny. Było nawet fajnie. Rozmawiałyśmy o szkole i chłopakach.
Każda z nas rozeszła się w inne strony i umówiłyśmy się na 17.00.
Gdy spojrzałam na zegarek była 16.57. Wyszłam szybko z domu trzaskając drzwiami. Byłam ubrana tak :
( okulary miałam wczepiane we włosy ). Oczywiście byłam na wrotkach. Jestem tam jedyną kelnerką, która jeździ. Szef twierdzi ze tak jest szybciej.
Z daleka widziałam już Monic.
- A ty na wrotkach??? - spytała zdziwiona dziewczyna.
- Szef sobie tak wymyślili. Rozumiesz będę jedyna!.
- Poradzisz sobie, we wrotkach jesteś najlepsza na świecie.
- To miłe z twojej strony...
Szłyśmy długim chodnikiem. Po 15 minutach byłyśmy już na miejscu. Rozstałyśmy się na środku ulicy, ja poszłam w prawo, a Monic w lewo. W barze panował straszny gwar. Mnóstwo ludzi. Moja praca to przyjmowanie zamówień i dostarczanie jedzenia - po prostu kelnerka.
Pocieszało mnie jedynie to że w głośnikach leciała muzyka np. Maroon 5 " Moves Like Jagger ". Jeździłam do po szczególnych stolików i nuciła sobie pod nosem. Przez 20 minut pracy udało mi się już pomylić 3 zamówienia, ale dostałam też 48 dolary. W pewnej chwili do baru Ross ze swoim gangiem. Stałam na środku nie dowierzając że on tutaj przyszedł. Uśmiechnął się tylko do mnie i usiał przy stoliku.
Podjechałam żeby przyjąć zamówienie.
- Co podać???
- Pizze i 4 cole.
Zapisywałam to wszystko w notesie i wróciłam do kuchni przekazać kolejne życzenia klientów.
Wzięłam do ręki ścierka i zaczęłam sprzątać blat.
Usłyszałam za sobą czyjeś kroki. Odwróciłam się szybko. Za mną stał Ross.
- Myślałaś już nad naszym spotkaniem??? - spytał z chytrym uśmieszkiem.
- Tak...i raczej nie, zresztą widzisz że jestem zajęta.
- To chociaż mógłbym cię odprowadzić do domu???
Wtedy już mocno przegiął.
- Koleś! Czego ty ode mnie chcesz!? Zrozum że się po prostu ciebie boję i nie mam zamiaru spotykać się z gangsterem.
-Dobra spokojnie...już sobie idę...
Chłopak odszedł do swoich kumpli, a ja dalej sprzątałam ladę.
Jechałam podać im zamówienie, ale ktoś wylał sok na podłogę i się poślizgnęłam. Myślałam że spadnę na ziemie, ale wleciałam na blondyna. Właściwe to stałam podpierając się o jego tors. Chłopak złapał mnie w tali i wbił się w moje usta.
Szybko go od siebie odepchnęłam.
- Pogrzało cię!? - krzyknęłam wybiegając z baru.
Chłopak wyszedł za mną, ale gdy zaczęłam biec odpuścił sobie. Około 20.00 wróciłam do domu. Wzięłam odprężającą kąpiel i zeszłam na dół. Na stolę znalazłam kartkę od taty "wracam jutro o 15.00 wiesz nowa praca to nowe obowiązki, buziaki tata". Wypiłam jeszcze tylko szklankę wody i zasnęłam.
piątek, 17 stycznia 2014
Mała wiadomość od Nessy...
Już jutro około 15.00 pojawi się nowy rozdział. Serdecznie zapraszam!!! Mam jeszcze jedno pytanie. Kto czyta bloga? Pytam się ponieważ mam dosyć mało komentarzy. Wiecie, to tylko kilka ruchów ręką po klawiaturze, a bardzo motywuje :)
" Girls " by R5
" Girls " by R5
4.Nowa w szkole...
Leniwie przeciągnęłam się po łóżku, przetarłam oczy, a tu nagle do pokoju wpada tata i krzyczy że jest już 7.30.
- Co?!
- Laura! Wstawaj bo się spóźnisz!!! Jest 7.30.
Podbiegłam do szafy wzięłam uszykowany zestaw i zeszłam do łazienki w celu ogarnięcia się. Wyszłam ubrana w to :
Będzie mi w tym raczej ciepło, ponieważ mamy początek wiosny, a tu jest jakieś 27 stopni, ale nie chce się spóźnić. Zeszłam na dół, wzięłam tylko jabłko na przekąskę i wyszłam z domu. Wróciłam się szybko d chaty, ale w drzwiach zastałam Rockiego trzymającego w pysku moje wrotki.
- Dzięki...
Buty schowałam do torby. Do szkoły mam 20 minut drogi. Przez park i dwie ulice, więc w wrotkach zajmię mi to 10 minut. Jest dopiero 7. 45, a do szkoły idę na 8.00. Spoko, zdążę na wrotkach jestem jak Usain Bolt. Wyciągnęłam słuchawki z kieszeni i włożyłam na uszy. Akurat leciał Pharrel Williams " Happy" . Jechałam ulicą, ponieważ była pusta, a na chodnikach wlekli się uczniowie do szkoły. Wszyscy się na mnie gapili. Co oni nigdy nie widzieli wrotek? Minęłam ich szybko, ale dalej czekała mnie kolejna grupa chłopaków. Jechali samochodem.
- Hej! Mała podwieźć cię!!?? - krzyknął jeden z nich.
Podjechałam do auta i chwyciłam się drzwi kierowcy. Nie musiałam ruszać nogami, a chłopacy wcale nie chcieli nie zabić. Jechali w normalnie, nie za szybko, ale nie wlekli się jak żółwie.
- Jak masz na imię? - spytał nagle kierowca.
Był to murzyn, o przyjemnym wyrazie twarzy. Miał około 17 lat, zresztą jego towarzysze też.
- Laura. - odpowiedziałam krótko. - A ty??
- Mike. - przedstawił się chłopak - zawsze do usług.
Jechałam tak przez jakieś 3 minuty.
- Jesteśmy na miejscu! - krzyknął jakiś chłopak siedzący an tylnym siedzeniu.
- Wielkie dzięki, odwdzięczę się!!!
Odjechałam od samochodu. Przed szkołą był straszny tłum. Na szczęście w tym zamieszaniu zauważyłam Monic.
- Monic!!! - krzyknęłam machając do niej ręką.
- Co tam u ciebie?
- Spoko, miałam małą podwuzkę. - powiedziałam z uśmiechem
- Właśnie widziałam. - odpowiedziała dziewczyna odwzajemnając uśmiech. - Ale teraz muszę ci zapoznać z szkolnym życiem. Jest tu u nas kilka grup. Widzisz tamę dziewczyny przy drzewie??
- Tak...
- Te dziewczyny to nasze szkolne " modnisie" takie najpopularniesze, najładniejsze i najbogatsze. Jednym słowem straszne zołzy. Ich jakby taką szefową jest Maia, potem Erica, a na końcu Eline. Jest jeszcze grupa kujonów, ale ich to ci chyba nie muszę tłumaczyć. A tam - dziewczyna zmieniła kierunek ręki - przyrodnicza. Wiesz zawsze się wszędzie angażują. Są całkiem spoko. O i szkolne ciacha. Po prostu przystojni chłopacy. Ich szefem jest Justin. Jeszcze grupa Emo, powiem ci w sekrecie " oni uważają się za wampiry" - szepnęła rudowłosa.
- No nie gadaj..
- Poważnie, ja sama w to nie mogę uwierzyć.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- A my do których należymy??? - spytałam przez śmiech.
- My jesteśmy tłem, podobnie jak ci chłopacy, co cię podwieźli, jak tamci ludzie, i jak tamci, i jak tamci.
Dziewczyna cały czas zmieniała kierunek ręki, a ja prubowłam nadążyć.
- Monic? A o której mamy dzwonek?
- Za jakieś 2 sekundy chodź już do klasy. Pierwsza mamy historię, uwierz mi nie chcesz się spóźnić. Wpadłyśmy do klasy całe zadyszane. Monic usiadła na swoim miejscu, a mnie pan profesor poprosił na środek.
- Słuchajcie dzieci. To jest nowa uczennica Laura. Będziecie się razem uczyć 2 lata. Myślę że się polubicie. - powiedział historyk.
- A można od razu, od koleżnki poprosić o numer telefonu?! - odezwał się zuchwalsko Justin ( szkolne ciacho ).
- Zachowaj sobie te komentarze dla siebie.
Usiałam koło Monic i zaczęłam notować lekcje.
- Masz bardzo ładne pismo. - szepnęła rudowłosa.
- Dzięki.
Lekcja minęła szybko. Piekło zaczęło się na przerwie.
Gdzie tylko przechodziłam chłopacy, zaczepiali mnie jak mam na imię i pytali o numer telefonu. Nie zwracałam na to uwagi. Później miałam matematykę, a po niej przerwę na stołówce.
- I jak się trzymasz? - spytała rudowłosy idąc koło mnie.
- Jak przeżyje tą przerwę to będzie w porządku,.
- Nie stresuj się na stołówce nie powinni cię zaczepiać.
Weszłyśmy do wielkiej sali. Stołówka wyglądała jak w typowo ameryknśkej szkole.
Stałam w właśnie z Monic w kolejce do jedzenia, gdy przed nas wepchnęły jakieś dziewczyny.
- Przepraszam, ale wy chyba tu nie stałyście.
- Słuchaj nowa - zwróciła się jedna z nich. - Z nami się nie zadziera, jesteś zwykłym śmieciem, którym można pomiatać. Następnym razem nie odzywaj się do nas bo źle skończysz, a tak na przyszłość - Maia. - Dziewczyna chytro się uśmiechnęła i odwrócił z powrotem.
- To są te dziewczyny z pod drzewa? Co nie? - spytałam rudowłosej.
- No niestety tak, ale nie martw się one już takie są.
Wzięłyśmy tace z jedzeniem i zaczęłyśmy polowanie na miejsce. Stołówka była może duża, ale uczniów też było sporo. Po 2 minutach udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca przy stole przy schodach.
- Monic? Mogę cię o coś spytać? - zwróciłam się do koleżanki.
- Tak jasne...
- Z kim się kumplowała jam jeszcze mnie nie było???
Dziewczyna westchnęła cicho.
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić, pytał tylko tak z ciekawości.
- No więc tak...Wtedy nie kolegowałam się z nikim. Przez mój kolor włosów nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Mówili że rudy jest fałszywy, i nie chcą takiej kumpeli.
- Ja uważam że rudy jest piękny. Każdy ma inny kolor włosów, ja mam brąz, ty rudy, ktoś inny czarny, a jeszcze inny jest łysy. - uśmiechnęłam się żeby ja pocieszyć.
- Musimy się streścić bo za 7 minut jest dzwonek, a my mamy pełne talerze. - zmieniła temat dziewczyna. - Opowiadałam ci już o gangsterach???
- Nie...
- Więc tak to grupka 5 chłopaków. Są przeważnie ubrani na czarno. Ich szefem jest Ross...Ross Lynch. To wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Ma czarny krzyż na nadgarstku i czekoladowe oczy. Wiem bo spotkałam go kiedyś w sklepie. Przyrzekłam sobie że to pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Kradną, są dilerami i urządzają nielegalne wyścigi. Ludzie starają się ich unikać, a jak już to dzwonią po policje. Ten blondyn to nawet miał już 4 sprawy w sądzie i plotki mówią ze zabił swoją siostrę. Niby to tylko plotki, ale dziewczynka nie żyje.
- Oni chodzą do szkoły??? - spytałam wystraszona.
- Nie kręcą się p osiedlu, ale wolałam ci o nich opowiedzieć tak na przyszłość.
Po szkole poszłam odraz do chaty. Taty jeszcze nie było ponieważ pracę kończy o 16.30. Zrobiłam więc lekcje i zadzwoniłam do Monic.
- Hej, miała byś może dzisiaj czas???
- No pewnie, kiedy?
- Za piętnaście minut w parku przy ławce.
- Przepraszam, ale wy chyba tu nie stałyście.
- Słuchaj nowa - zwróciła się jedna z nich. - Z nami się nie zadziera, jesteś zwykłym śmieciem, którym można pomiatać. Następnym razem nie odzywaj się do nas bo źle skończysz, a tak na przyszłość - Maia. - Dziewczyna chytro się uśmiechnęła i odwrócił z powrotem.
- To są te dziewczyny z pod drzewa? Co nie? - spytałam rudowłosej.
- No niestety tak, ale nie martw się one już takie są.
Wzięłyśmy tace z jedzeniem i zaczęłyśmy polowanie na miejsce. Stołówka była może duża, ale uczniów też było sporo. Po 2 minutach udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca przy stole przy schodach.
- Monic? Mogę cię o coś spytać? - zwróciłam się do koleżanki.
- Tak jasne...
- Z kim się kumplowała jam jeszcze mnie nie było???
Dziewczyna westchnęła cicho.
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić, pytał tylko tak z ciekawości.
- No więc tak...Wtedy nie kolegowałam się z nikim. Przez mój kolor włosów nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Mówili że rudy jest fałszywy, i nie chcą takiej kumpeli.
- Ja uważam że rudy jest piękny. Każdy ma inny kolor włosów, ja mam brąz, ty rudy, ktoś inny czarny, a jeszcze inny jest łysy. - uśmiechnęłam się żeby ja pocieszyć.
- Musimy się streścić bo za 7 minut jest dzwonek, a my mamy pełne talerze. - zmieniła temat dziewczyna. - Opowiadałam ci już o gangsterach???
- Nie...
- Więc tak to grupka 5 chłopaków. Są przeważnie ubrani na czarno. Ich szefem jest Ross...Ross Lynch. To wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Ma czarny krzyż na nadgarstku i czekoladowe oczy. Wiem bo spotkałam go kiedyś w sklepie. Przyrzekłam sobie że to pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Kradną, są dilerami i urządzają nielegalne wyścigi. Ludzie starają się ich unikać, a jak już to dzwonią po policje. Ten blondyn to nawet miał już 4 sprawy w sądzie i plotki mówią ze zabił swoją siostrę. Niby to tylko plotki, ale dziewczynka nie żyje.
- Oni chodzą do szkoły??? - spytałam wystraszona.
- Nie kręcą się p osiedlu, ale wolałam ci o nich opowiedzieć tak na przyszłość.
Po szkole poszłam odraz do chaty. Taty jeszcze nie było ponieważ pracę kończy o 16.30. Zrobiłam więc lekcje i zadzwoniłam do Monic.
- Hej, miała byś może dzisiaj czas???
- No pewnie, kiedy?
- Za piętnaście minut w parku przy ławce.
Rozłączyłam się i zaczęłam szykować. Ubrałam się w to :

Wyszłam z domu. Po 13 minutach byłam na miejscu.
- I jak tam wrażenia po pierwszym dniu w szkole?
- Nawet ok....zawsze mogło być gorzej.
Obie się uśmiechnęłyśmy i ruszyłam z Monic w stronę kawiarni... Usiadłyśmy na dworze, przy stoliku dla dwojga.
- Ale romantycznie...
- No normalnie jak w telenowelach...
Nagle podszedł do nas kelner.
- Co panią podać???
- Ja poproszę deser lodowy, i latte macchiato. - powiedziała rudowłosa.
- To ja to samo.
Byłam w wielkim szoku. Wszystko jest inne, niesamowite i nieznane.
- Co siedzisz taka wystraszona???
- Nie, tak po prostu się zamyśliłam.
Siedziałyśmy gadając o wszystkim i o niczym. Monic pytała mnie o moje zinteresowania i rodzinę, a ja oto samo ja. Czas szybko nam zleciał. Rozstałyśmy się około 20.00. Na dworze było już ciemno, a w dodatku nigdzie nie było ludzi. Chciałam skręcić w następna ulicę, ale nagle ktoś na mnie wpadł...
Tym ktosiem był wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Leżał na mnie, wpatrując się w oczy.
- Przepraszam nie zauważyłam cię. - powiedział z uśmiechem.
- Mógł byś ze mnie zejść??? - spytałam odwzajemniając uśmiech.
Chłopak szybko się podniósł i pomógł mi wstać.
- Jestem Ross. - przedstawił się chłopak, podnosząc coś z chodnika.
- Laura
Teraz sobie wszystko uświadomiłam. To jest ten chłopak o, którym opowiadała mi Monic. Jest wysoki dobrze zbudowany, ma czekoladowe oczy i na imię Ross. Może to tylko podobny chłopak. Nie widziałam jeszcze tego tatuaż, więc na sto procent pewna nie jestem.
- Odprowadzić cię do domu????
W tej chwili zauważyłam na jego nadgarstku czarny krzyż. Uświadomiłam sonie że albo on mnie zabije, albo ja ucieknę i go nigdy nie spotka.
- Nie dzięki...poradzę sobie.
Odwróciłam się szybko i zaczęłam biec, z powrotem do domu.
- Co ty taka zadyszana? - spytał tata, widząc jak wpadam do domu.
- Słyszałeś możę o takiej osobie jak Ross Lynch???
- Tak...
- Ja go przed chwilą spotkałam, właściwie wpadłam na niego! To jest gangster!!!
- Uspokój się, i idz na górę. Tu go nie ma.
Tak jak mi poradził tata, udałam się do mojego pokoju. Usiadłam na różowym fotelu i zasnęłam....
I jak wam się podoba kolejny rozdział??? Trochę się nad nim namęczyłam, ale mślę że było warto. W następnym rozdziale będzie więcej Raury!!! Liczę na kilka komentarzy. Do natępnego wpisu!!!
czwartek, 16 stycznia 2014
3.Nowa przyjaźń i film...
Promienie słońca lekko musnęły moją twarz. Przeciągnęłam się leniwie i powoli otworzyłam oczy. W pokoju panował porządek i cisza. Walizki były już rozpakowane, wszystko poukładane, więc mogłam sobie spokojnie leżeć. Obróciłam się na drugą stronę. Na zegarku była 11.23. aż spadłam z łóżka. Ogarnęłam się szybko w łazience i ubrałam w to :
Zeszłam szybko po schodach szukając taty.
- Tato!!!
- Jestem w kuchni!
Usiadłam na wysokim krześle.
- Ty też dzisiaj zaspałeś?
- Obudziłem się jakieś 10 minut temu - odpowiedział z uśmiechem na twarzy.- Weź na spacer Rocky' ego, a ja zrobię śniadanie.
Wszędzie szukałam psa. Jak jest potrzebny to go nie ma. Błam w salonie, kuchni, w moim pokoju i taty, a znalazłam go dopiero w wannie w łazience.
- Tu się schowałeś.
Czworonóg pomachał ogonem na powitanie i podał łapkę. Pies już na smycz więc zostałam jeszcze ja. Zeszłam na dół. Właśnie wybierałam buty gdy nagle mnie coś tknęło.
- Trochę szaleństwa nie zaszkodzi....- szepnęłam sama do siebie i wbiłam się w wrotki. Na chodniku nie było zbyt wielu ludzi ( w końcu dzisiaj niedziela). Mogłam swobodnie jechać, a właściwi być ciągniętą przez psa. Po 15 minutach byłam już w paku. Przejeżdżałam właśnie przez trzy osobową grupkę dziewczyn. Wszystkie były ubrane w lekkie sukienki na szpilkach, z torebkami i oczywiście makijaż. Patrzały się na mnie jak na kosmitę. Nigdy nie widziały wrotek? Przejechałam je szybko i spuściłam psa. Rocky jest posuszny, więc co stoi na przeszkodzie? Ale po 10 minutach straciłam go z oczu. Jeździłam po całym parku, ale nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go przy jakiejś rudej dziewczynie.
- Bardzo cię za niego przepraszam.
- Nic się nie stało...- powiedziała z uśmiechem. - Jestem Monic.
- Laura.
- Jesteś tu nowa?
- Skąd wiedziałaś? - spytałam trochę zdziwiona.
- Jesteś pierwsza osobą, która nie nazwała mnie " Rudą" .
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Może oprowadzić cię po parku?
- Właściwie czemu nie.
Ja jechałam na wrotkach, trzymając psa na smyczy, a Monic szła koło mnie.
Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym.
- A wiesz gdzie idziesz do szkoły?
- Gdzieś na Long Street. - odpowiedziałam krótko.
- Ja tam chodzę, na pewno się spotkamy.
Dalszą drogę poświęciliśmy wygłupom i śmiechu. Sporo się dowiedziałam o Monic, np. że ma 17 lat, że mieszka dwie ulice za mną, że jej ulubiony kolor to niebieski, że nie ma rodzeństwa i jeszcze mnóstwo innych rzeczy, których nie chce mi się wymieniać. No nic trzeba wracać. Wyszłam z psem około 11.30, a wracam o 17.20. Po 15 minutach byłam już w domu.
- Co cię tak długo nie było? - spytał tata, czytając gazetę.
- Poznałam Monic. Przemiła osoba i chodzi do tej samej szkoły co ja.
wzięłam jeszcze jabłko i poszłam na górę do pokoju. Ten dzień uważam za udany. Poznałam super przjaciółkę i jutro idę do szkoły. No właśnie idę do szkoły...Trochę się boje, ale chyba nie może być aż tak źle jak myślę??? Otworzyłam mój " zeszyto pamiętnik" i zaczęłam w nim bazgrolić. Siedziałam tak wlepiona w kartki przez jakieś 3 godziny. Właściwie to ja nawet nie wiem co ja w nim robiłam. Około 20.30. Zeszłam na dół i usiadłam przed telewizją. Same nudy, skakałam po kanałach, ale nic mi nie wpadło w oko.
- Nie szukaj, wypożyczyłem super film " Jestem Legendą " - odezwał się nagle tata.
- To ja zrobię popcorn i zaraz jestem.
Poszłam do kuchni wyciągnęłam prażoną kukurydzę wsadziłam ją do mikrofali i wróciłam z powrotem do salonu. Usiadłam obok na kanapie, a tata puścił film.
To był właściwie Horror, o jakimś facecie, który został sam na ziemi bo chciał uratować całą ludzkość prze ludźmi, zamienionymi w potwory przez epidemię. Niestety na koniec umiera, a próbkę lekarstwa daje jakimś ludziom. Większość filmu, latałam po dokładkę popcorn ( tata go uwielbia ) . Wróciłam na górę do pokoju. Leżałam właśnie na łóżku, gdy do pokoju wszedł Rocky. Wskoczył na łóżko i spojrzał mi w oczy.
- Ty też myślisz że będzie aż tak źle w szkole??? - szepnęłam do czworonoga.
Przepraszam że te rozdziały są takie krótkie, ale mam zwichniętą kostkę i za bardzo nie mam weny. Obiecuje że jutro pojawią się kolejne dwa. Wreście poznamy Ross'a! Do następnego wpisu...
Zeszłam szybko po schodach szukając taty.
- Tato!!!
- Jestem w kuchni!
Usiadłam na wysokim krześle.
- Ty też dzisiaj zaspałeś?
- Obudziłem się jakieś 10 minut temu - odpowiedział z uśmiechem na twarzy.- Weź na spacer Rocky' ego, a ja zrobię śniadanie.
Wszędzie szukałam psa. Jak jest potrzebny to go nie ma. Błam w salonie, kuchni, w moim pokoju i taty, a znalazłam go dopiero w wannie w łazience.
- Tu się schowałeś.
Czworonóg pomachał ogonem na powitanie i podał łapkę. Pies już na smycz więc zostałam jeszcze ja. Zeszłam na dół. Właśnie wybierałam buty gdy nagle mnie coś tknęło.
- Trochę szaleństwa nie zaszkodzi....- szepnęłam sama do siebie i wbiłam się w wrotki. Na chodniku nie było zbyt wielu ludzi ( w końcu dzisiaj niedziela). Mogłam swobodnie jechać, a właściwi być ciągniętą przez psa. Po 15 minutach byłam już w paku. Przejeżdżałam właśnie przez trzy osobową grupkę dziewczyn. Wszystkie były ubrane w lekkie sukienki na szpilkach, z torebkami i oczywiście makijaż. Patrzały się na mnie jak na kosmitę. Nigdy nie widziały wrotek? Przejechałam je szybko i spuściłam psa. Rocky jest posuszny, więc co stoi na przeszkodzie? Ale po 10 minutach straciłam go z oczu. Jeździłam po całym parku, ale nigdzie go nie było. W końcu znalazłam go przy jakiejś rudej dziewczynie.
- Bardzo cię za niego przepraszam.
- Nic się nie stało...- powiedziała z uśmiechem. - Jestem Monic.
- Laura.
- Jesteś tu nowa?
- Skąd wiedziałaś? - spytałam trochę zdziwiona.
- Jesteś pierwsza osobą, która nie nazwała mnie " Rudą" .
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- Może oprowadzić cię po parku?
- Właściwie czemu nie.
Ja jechałam na wrotkach, trzymając psa na smyczy, a Monic szła koło mnie.
Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym.
- A wiesz gdzie idziesz do szkoły?
- Gdzieś na Long Street. - odpowiedziałam krótko.
- Ja tam chodzę, na pewno się spotkamy.
Dalszą drogę poświęciliśmy wygłupom i śmiechu. Sporo się dowiedziałam o Monic, np. że ma 17 lat, że mieszka dwie ulice za mną, że jej ulubiony kolor to niebieski, że nie ma rodzeństwa i jeszcze mnóstwo innych rzeczy, których nie chce mi się wymieniać. No nic trzeba wracać. Wyszłam z psem około 11.30, a wracam o 17.20. Po 15 minutach byłam już w domu.
- Co cię tak długo nie było? - spytał tata, czytając gazetę.
- Poznałam Monic. Przemiła osoba i chodzi do tej samej szkoły co ja.
wzięłam jeszcze jabłko i poszłam na górę do pokoju. Ten dzień uważam za udany. Poznałam super przjaciółkę i jutro idę do szkoły. No właśnie idę do szkoły...Trochę się boje, ale chyba nie może być aż tak źle jak myślę??? Otworzyłam mój " zeszyto pamiętnik" i zaczęłam w nim bazgrolić. Siedziałam tak wlepiona w kartki przez jakieś 3 godziny. Właściwie to ja nawet nie wiem co ja w nim robiłam. Około 20.30. Zeszłam na dół i usiadłam przed telewizją. Same nudy, skakałam po kanałach, ale nic mi nie wpadło w oko.
- Nie szukaj, wypożyczyłem super film " Jestem Legendą " - odezwał się nagle tata.
- To ja zrobię popcorn i zaraz jestem.
Poszłam do kuchni wyciągnęłam prażoną kukurydzę wsadziłam ją do mikrofali i wróciłam z powrotem do salonu. Usiadłam obok na kanapie, a tata puścił film.
To był właściwie Horror, o jakimś facecie, który został sam na ziemi bo chciał uratować całą ludzkość prze ludźmi, zamienionymi w potwory przez epidemię. Niestety na koniec umiera, a próbkę lekarstwa daje jakimś ludziom. Większość filmu, latałam po dokładkę popcorn ( tata go uwielbia ) . Wróciłam na górę do pokoju. Leżałam właśnie na łóżku, gdy do pokoju wszedł Rocky. Wskoczył na łóżko i spojrzał mi w oczy.
- Ty też myślisz że będzie aż tak źle w szkole??? - szepnęłam do czworonoga.
Przepraszam że te rozdziały są takie krótkie, ale mam zwichniętą kostkę i za bardzo nie mam weny. Obiecuje że jutro pojawią się kolejne dwa. Wreście poznamy Ross'a! Do następnego wpisu...
2.Moje nowe mieszkanie i pizza z tatą..
Wyszłam z lotniska przez wielkie szklane drzwi. Na zewnątrz powiało ciepłym powietrzem. To niesamowite ten klimat jest zupełnie inny. Wszędzie palmy, super samochody. Nie wiem czy przeżyliście już aż taką zmianę klimatu, ale jak nie to musicie spróbować. Po prostu super!!! Wpakowałam z tata walizki do samochodu i ruszyliśmy z pod lotniska. Oglądałam bacznie cały czas ludzi za szybą.
- Tylko nie wypadni przez to okno.
- Daleko jeszcze?
- Nie...osiołku ze Shreka.
- No wiesz co? Ja tu podziwiam ludzi i ulice, a ty mi o Shreku gadasz?!
Wybuchnęliśmy nie pohamowanym śmiechem. Tak po jakiejś nieszczęsnych 3 godzinach dotarliśmy W KOŃCU na miejsce. Mój dom był wielki. Z werandą i dużym ogrodem. Nagle drzwi się otworzyły a po schodach zbiegł Rocky. Ukucnęłam, a on dosłownie rzucił mi się na szyję.
- Dosyć już tych czułości, leć zobaczyć dom i ogród. Na te słowa nogi mis eis momentalnie wyprostowały i byłam gotowa do biegu. Szłam spokojnie chodnikiem, który wił się do schodów na werandę. Ostrożnie otworzyłam drzwi i......
I weszłam do środka ( oczywiście mój czteronożny kumpel podąrzał cały czas za mną). Korytarz był wielki przestronny, a wogóle co ja tam wam będę opowiadać tu macie foty :
Dom od przodu
Glebnęłam się na łóżko w moim pokoju. Myślałam o wszystkim i o niczym. Nagle do w pokoju wszedł machając ogonem Rocky, a zanim mój tata.
- I jak ci się podoba mieszkanie?
- Jest extra! Ale skąd wziąłeś na to wszystko pieniądze?
- Dostałem po prostu nową pracę i tyle.
- Dziękuję... - szepnęłam to prawie z łzami i rzuciłam mu się na szyję.
- Tylko nie becz, rozpakuj się i zejdź na obiad.
Miałam przed sobą 3 wielkie walizki.
- No to się zaczęło... - szepnęłam sama do siebie.
Pierwsza walizka poszła mi nawet sprawnie. Drugą zajmę się po objedzie.
- I co dzisiaj kuchnia poleca? - spytałam schodząc po schodach.
- Hmm....może być pizza

- Ale hawajska, nie zniosę z pepperoni.
- Jak sobie życzysz.
Tata sięgnął po telefon a ja poszłam zobaczyć tyły ogrodu. Oczywiście Rocky za mną, tam gdzie ja to on też.
Ogród był rzeczywiście wielki, aż ogromny. Zieleń jak na Animal Planet w HD. Płot był obrośnięty żywopłotem. Po jednej stronie kwiaty. Po drugiej mały staw i ogromne drzewo z zawieszoną na gałęzi huśtawką. Po prostu raj. Rzuciło mi się w oko Frizbi.
- To co Rocky chcesz po aportować? - spytałam czworonoga.
Szczeknął dwa razy i stanął na dwóch tylnich łapach ( chociaż ma rok umie już dużo sztuczek m.in. aportować, łapa, daj głos, turlaj się , prosić, leżeć, do nogi, poszukaj mojego telefony ) jest naprawdę zabawny.Rzucałam mu latający krążek, a on łapał go za każdym razem w powietrzu. bawiliśmy się tak aż do krzyku taty :
- Laura! Obiad na stole!!!
Weszłam szybko do środka, umyłam ręce i usiadłam do stołu.
- Smacznego - odezwał się nagle tata.
- Smacznego.
Rocky tylko szczeknął i potruchtał do swojej miski z jedzeniem.
Po skończonym posiłku wyszłam jeszcze na chwile przed dom, ponieważ zapomniałam z samochodu telefonu. Na zewnątrz stały 3 grupki chłopaków z rowerami. Była jakoś 19.45.
Przechodzę koło tych chłopaków i słyszę jak na mi gwiżdżą. W prawdzie przyzwyczaiłam się już bo w Madrycie było dokładnie tak samo. Jak przechodziłam przez ulicę to trąbili i krzyczeli " Mała dasz mi swój numer?! " Przywykłam do tego, ale myślałam ze to się zmieni.

Nie obejrzałam się oni razu do tyłu. Wzięłam telefon z auta i wróciłam ( tym razem ktoś krzyknął " Ładny tyłek" ) do domu.Zastałam tam tatę, który oglądał na kanapie kabaret. Nie myśląc ani chwili poszłam na górę wzięłam szybki prysznic. Glebnałam się na łóżko i zasnęłam...
Mamy już drugi rozdział!!! Do następnego wpisu!!!
- Tylko nie wypadni przez to okno.
- Daleko jeszcze?
- Nie...osiołku ze Shreka.
- No wiesz co? Ja tu podziwiam ludzi i ulice, a ty mi o Shreku gadasz?!
Wybuchnęliśmy nie pohamowanym śmiechem. Tak po jakiejś nieszczęsnych 3 godzinach dotarliśmy W KOŃCU na miejsce. Mój dom był wielki. Z werandą i dużym ogrodem. Nagle drzwi się otworzyły a po schodach zbiegł Rocky. Ukucnęłam, a on dosłownie rzucił mi się na szyję.
- Dosyć już tych czułości, leć zobaczyć dom i ogród. Na te słowa nogi mis eis momentalnie wyprostowały i byłam gotowa do biegu. Szłam spokojnie chodnikiem, który wił się do schodów na werandę. Ostrożnie otworzyłam drzwi i......
I weszłam do środka ( oczywiście mój czteronożny kumpel podąrzał cały czas za mną). Korytarz był wielki przestronny, a wogóle co ja tam wam będę opowiadać tu macie foty :
Dom od przodu
Glebnęłam się na łóżko w moim pokoju. Myślałam o wszystkim i o niczym. Nagle do w pokoju wszedł machając ogonem Rocky, a zanim mój tata.- I jak ci się podoba mieszkanie?
- Jest extra! Ale skąd wziąłeś na to wszystko pieniądze?
- Dostałem po prostu nową pracę i tyle.
- Dziękuję... - szepnęłam to prawie z łzami i rzuciłam mu się na szyję.
- Tylko nie becz, rozpakuj się i zejdź na obiad.
Miałam przed sobą 3 wielkie walizki.
- No to się zaczęło... - szepnęłam sama do siebie.
Pierwsza walizka poszła mi nawet sprawnie. Drugą zajmę się po objedzie.
- I co dzisiaj kuchnia poleca? - spytałam schodząc po schodach.
- Hmm....może być pizza

- Ale hawajska, nie zniosę z pepperoni.- Jak sobie życzysz.
Tata sięgnął po telefon a ja poszłam zobaczyć tyły ogrodu. Oczywiście Rocky za mną, tam gdzie ja to on też.
Ogród był rzeczywiście wielki, aż ogromny. Zieleń jak na Animal Planet w HD. Płot był obrośnięty żywopłotem. Po jednej stronie kwiaty. Po drugiej mały staw i ogromne drzewo z zawieszoną na gałęzi huśtawką. Po prostu raj. Rzuciło mi się w oko Frizbi.
- To co Rocky chcesz po aportować? - spytałam czworonoga.
Szczeknął dwa razy i stanął na dwóch tylnich łapach ( chociaż ma rok umie już dużo sztuczek m.in. aportować, łapa, daj głos, turlaj się , prosić, leżeć, do nogi, poszukaj mojego telefony ) jest naprawdę zabawny.Rzucałam mu latający krążek, a on łapał go za każdym razem w powietrzu. bawiliśmy się tak aż do krzyku taty :
- Laura! Obiad na stole!!!
Weszłam szybko do środka, umyłam ręce i usiadłam do stołu.
- Smacznego - odezwał się nagle tata.
- Smacznego.
Rocky tylko szczeknął i potruchtał do swojej miski z jedzeniem.
Po skończonym posiłku wyszłam jeszcze na chwile przed dom, ponieważ zapomniałam z samochodu telefonu. Na zewnątrz stały 3 grupki chłopaków z rowerami. Była jakoś 19.45.
Przechodzę koło tych chłopaków i słyszę jak na mi gwiżdżą. W prawdzie przyzwyczaiłam się już bo w Madrycie było dokładnie tak samo. Jak przechodziłam przez ulicę to trąbili i krzyczeli " Mała dasz mi swój numer?! " Przywykłam do tego, ale myślałam ze to się zmieni.

Nie obejrzałam się oni razu do tyłu. Wzięłam telefon z auta i wróciłam ( tym razem ktoś krzyknął " Ładny tyłek" ) do domu.Zastałam tam tatę, który oglądał na kanapie kabaret. Nie myśląc ani chwili poszłam na górę wzięłam szybki prysznic. Glebnałam się na łóżko i zasnęłam...
Mamy już drugi rozdział!!! Do następnego wpisu!!!
1.Nowa w Californii...
Leciałam właśnie samolotem siedząc koło taty i słuchając muzyki. Dzisiaj jest mój " Wielki dzień ". Prze prowadzam się z Madrytu do Californii. Za bardzo tego nie chce, ale mój tata dostał tu lepiej opłacaną pracę. Nawet nie wiem jak wygląda mój dom, pokój, a co gorsza szkoła i przyjaciele. Czy oni mnie wogóle za akceptują? Lecę już tam 5 godzin, więc myślę że zaraz wylądujemy.
- Tato ile jeszcze, mam tak siedzieć?
Mój tata to naprawdę super gość. Jest wysoki, dobrze zbudowany. Ma piwne oczy i kasztanowe krótkie włosy. I co najważniejsze zawsze mnie wspiera i potrafi rozśmieszyć.
- Za jakieś 20 minut będziemy już na lotnisku.Westchnęłam tylko cicho pod nosem. Ile mam tak siedzieć?! Ścierpłam jak nigdy, jeszcze nie można ty sms z przyjaciółmi ( oczywiście z Madrytu bo tu jeszcze nikogo nie znam). Słuchałam muzyki, słuchałam i nagle zasnęłam. Śnił mi się jakiś wielki dinozaur, który sprzedawał hot-dogi. Dziwne nie??? Ale to jakby moja rzeczywistość, jestem trochę pokręcona. Może teraz coś o mnie bo się wogóle nie przedstawiłam. Mam na imię Laura....Laura Marano. Mam 17 lat. Jak już wiecie przeprowadzam się z Tatą do Kalifornii. Nie mam rodzeństwa. Matka zmarła jak miała 6 lat. Uwielbiam jeździć na wrotkach i śpiewać. Mój pies nazywa się Rocky. Jest rasy border collie
. Uwielbia zabawę i wszystko co jest związane z wodą. Jest Czarno biały i ma dopiero rok. Ale skończmy z psem bo jeszcze nie wiecie jak ja wyglądam. Mam długie kręcone jasno kasztanowe włosy. Jestem średniego wzrostu dokładnie 1,73 - to chyba nawet wysoka. Moje oczy są ciemno brązowe. Jestem trochę pokręcona ( po tacie ). Chyba to wam wystarczy, zresztą mój opis macie w karcie na górze " postacie". Obudziłam się po jakiś 10 minutach. Właśnie lądowaliśmy. Wbiłam się paznokciami w fotel i zamknęłam oczy. - Już wylądowaliśmy, jak się zaraz nie wyniesiemy to polecisz z powrotem do domu. - zażartował tata.
Faktycznie lądowanie było prawie niewyczuwalne. Podniosłam się szybko z fotela i skierowałam ku wyjściu. Jak na złość do samolotu podłączyli długi tunel, którym od razu wchodziło się na budynek lotniska. Oni mi to zrobili na złość, ja tak czekałam na nowy klimat, a mi jakiś tunel podłączają. Nic na to nie poradzę weźmiemy z tatą walizki i wychodzimy.
- I jak wrażenia po pierwszym locie?? - spytał mnie nagle tata, kładąc dłoń na ramieniu.
- Lot nawet fajny, ale sen miałam dziwny.
- Weźmiemy walizki, wychodzimy i wszystko mi opowiesz.
Dalej nie odzywałam się już słowem. Po 15 minutach znaleźliśmy się w wielkiej sali z plakietką " odbiór walizek " i jeszcze coś tam po angielsku. Walizki zaczęły wyjeżdżać na wielką taśmę taką jak w sklepie, śmiesznie to wyglądało. Oczywiście, z moim wrodzonym szczęściem nasze były pierwsze. Wzieliśmy nasz dobytek i zwróciliśmy się ku wyjściu...
I jak wam się podoba pierwszy rozdział??? Narazi akcja się rozkręca. Jak myślicie który blog wydaje się lepszy pierwszy czy ten??? Do następnego wpisu. Liczę na kilka komentarzy :D
- Tato ile jeszcze, mam tak siedzieć?
Mój tata to naprawdę super gość. Jest wysoki, dobrze zbudowany. Ma piwne oczy i kasztanowe krótkie włosy. I co najważniejsze zawsze mnie wspiera i potrafi rozśmieszyć.
- Za jakieś 20 minut będziemy już na lotnisku.Westchnęłam tylko cicho pod nosem. Ile mam tak siedzieć?! Ścierpłam jak nigdy, jeszcze nie można ty sms z przyjaciółmi ( oczywiście z Madrytu bo tu jeszcze nikogo nie znam). Słuchałam muzyki, słuchałam i nagle zasnęłam. Śnił mi się jakiś wielki dinozaur, który sprzedawał hot-dogi. Dziwne nie??? Ale to jakby moja rzeczywistość, jestem trochę pokręcona. Może teraz coś o mnie bo się wogóle nie przedstawiłam. Mam na imię Laura....Laura Marano. Mam 17 lat. Jak już wiecie przeprowadzam się z Tatą do Kalifornii. Nie mam rodzeństwa. Matka zmarła jak miała 6 lat. Uwielbiam jeździć na wrotkach i śpiewać. Mój pies nazywa się Rocky. Jest rasy border collie
. Uwielbia zabawę i wszystko co jest związane z wodą. Jest Czarno biały i ma dopiero rok. Ale skończmy z psem bo jeszcze nie wiecie jak ja wyglądam. Mam długie kręcone jasno kasztanowe włosy. Jestem średniego wzrostu dokładnie 1,73 - to chyba nawet wysoka. Moje oczy są ciemno brązowe. Jestem trochę pokręcona ( po tacie ). Chyba to wam wystarczy, zresztą mój opis macie w karcie na górze " postacie". Obudziłam się po jakiś 10 minutach. Właśnie lądowaliśmy. Wbiłam się paznokciami w fotel i zamknęłam oczy. - Już wylądowaliśmy, jak się zaraz nie wyniesiemy to polecisz z powrotem do domu. - zażartował tata.
Faktycznie lądowanie było prawie niewyczuwalne. Podniosłam się szybko z fotela i skierowałam ku wyjściu. Jak na złość do samolotu podłączyli długi tunel, którym od razu wchodziło się na budynek lotniska. Oni mi to zrobili na złość, ja tak czekałam na nowy klimat, a mi jakiś tunel podłączają. Nic na to nie poradzę weźmiemy z tatą walizki i wychodzimy.
- I jak wrażenia po pierwszym locie?? - spytał mnie nagle tata, kładąc dłoń na ramieniu.
- Lot nawet fajny, ale sen miałam dziwny.
- Weźmiemy walizki, wychodzimy i wszystko mi opowiesz.
Dalej nie odzywałam się już słowem. Po 15 minutach znaleźliśmy się w wielkiej sali z plakietką " odbiór walizek " i jeszcze coś tam po angielsku. Walizki zaczęły wyjeżdżać na wielką taśmę taką jak w sklepie, śmiesznie to wyglądało. Oczywiście, z moim wrodzonym szczęściem nasze były pierwsze. Wzieliśmy nasz dobytek i zwróciliśmy się ku wyjściu...
I jak wam się podoba pierwszy rozdział??? Narazi akcja się rozkręca. Jak myślicie który blog wydaje się lepszy pierwszy czy ten??? Do następnego wpisu. Liczę na kilka komentarzy :D
Cześć!!!
Hej! Mam na imie Vanessa i będe prowadzić tego bloga. Opowiadanie będzie o Raurze. Z góry przepraszam za błędy ortograficzne, ale urodziłam sie w Fuste ( małe miasto na Fuerteventura ) i nie opanowałam jeszcze dobrze polskiego.
Czytałam już sporo blogów na ten temat więc postanowiłam stworzyć trochę inny od pozostałych.
Mam nadzieje że opowiadanie sie wam spodoba....
Czytałam już sporo blogów na ten temat więc postanowiłam stworzyć trochę inny od pozostałych.
Mam nadzieje że opowiadanie sie wam spodoba....
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






