sobota, 18 stycznia 2014

6.Nienawidze gazet....

Całą wczorajszą akcje odpowiedziałam Monic. Dziewczyna bardzo sie tym przejeła i postanowiłyśmy więcjej o tym nie wspominać. Lekcje skończyłam wcześnei jak zawsze o 13.30. Schodziłyśmy po schodach...ale na dole czekał już na mnie Ross.
Zeszedł ze motoru i podszedł do mnie.
- Laura, ja ciebie bardzo przepraszam, nie chciałem cie zranić... - tłumaczył się nerwowo blondyn.
- Słuchj nie wiem czemu za mną łazisz, dobrze wiesz że jak ny ktoś chciał to by zadzwonił po psy i by cię zgarneli. Nie chcę cię znać!!!
Znowu poczułam jak wszyscy sie na mnie paczą. Nikt nie wiedział dlaczego blondyn mnie przeprasza, do czasu...
- Nowa gazeta, dzisiaj tylko za dwa dolary!!! - krzyczal jakiś chłopak stojąc na schodach.
Monic podbiegła do niego i kupiła pierwszy lepszy egzęplaż.
- Laura! Zobacz jesteś na pierwszej stronie!!! - krzyczała dziewczyna.
Wzielam od dziewczyny gazetę i przeczytałam :
Osiedlowy gangster i dziewczyna z Madrytu...
 
Wczoraj widziano ich razem, a dokładnie w barze na Steet. Laura Marano ( 17l. ) pracuje tam od niedawna. A już w pierwszy dzięń w pracy zdarzył się jej nie miły incydent. Dziewczyna nie szczęściem poślizgneła się i wpadła na Rossa Lynch'a ( 17.l.) W pewnym momencie chłopak ja pocałował. Brunetka odepchneła go od siebie i wybiegła z płaczem z baru. Jak potocza się dalsze losy?
Poprostu nie dowierzalam że ludzie mogą byc aż tak podli. Żeby napisać o takim czymś w gazecie?!
W pewnym momencie wszyscy zwrocili wzrok na mnie.
- No piękie nie dosyć że jestem nowa to jeszcze to... - szepnelam sam ado siebie.
Uczniowe wychodząc ze szkoły kupowali gazety, a ja jak to ja byłam w centrum uwagi. Upuściłam gazetę na chodnik i puściłam się biegiem, a za mną Monic. Ross mnie nie obchodzil, o niczym jeszcze nie wiedział, dopiero gdy podniusl gazetę i przeczytał artuków, zajarzył dlaczego wszyscy się na niego i na mnie gapili. Odpalił motor i z piskiem opon pojechał za mną. Szłam cała zapłakana chodnikem. Monic mnie prubowala pocieszyć, ale w duszy wiedziała że nic nie nic nie zdziała.
- Laura!!! Poczekaj!!! - krzyczał chłopak biegnąc w moją stronę.
- Czego ty znowu chcesz?!
- Wiem że zwykłe przepraszam nei naprawi tego co zrobiłem, ale zrozum że to silniejsze odemnie.
- To zrozum że zniszczyłeś mi życie! teraz wszycsy będą mnei wytykac palcami " dziewczyna gangstera ". Jesteś skonczonym idiotą!!!
Skonczylam się na niego drzeć i dalej z Monic szłyśmy przez siebie. Szłysmy tak 4 minuty, ale dziewczyna widząc moje zakłopaotanie odstawiła mnie na ławce.
- Laura, posłuchaj mnie. - powiedziąła spokojnie rudowłosa. - Zawsze mogło być gorzej, i tak fajnie że Ross cię przeprosił. Na ogół to ludzie go przepraszają. Teraz musisz go poprostu unikać. Nie wiedomo co ten debil chce z tobą zrobić.
- Ale ja chce normalnie zyc, a nie w ciągłym strachu.
Nagle poczułam kogoś ręke na ramieniu. To nie mogła być dłoń Monic poniewaz stała przedemną, i zrobiła wystraszone oczy.
Obruciłam się i zobaczyłam za sobą Ross'a z czerwonymi różami.
- Laura naprawde nie wiem jak mam cię przeprosić. - powiedział chłopak podając mi kwiaty.
- Weź odemnei to zielsko!!! Nie chce cię znać!!!
Chłopak trochę posmutniał i usiadl koło mnie na ławce.
- Nie waż się meni dotknąć!!! - krzyknełam wstając.
Wziełam Monic pod ręke i zmieniliśmy kierunek. dziewczyna prubowął amnei cały czas pocieszyć, ale jej zabardzo nie wychodziło. Około 14.20 Wróciłam do domu.
- I jak tam w szkole!? - spytal tata robiący obiad w kuchni.
- Okropnie! Przeczytaj sobie tą gaeztę..
Męszczyzna wiął do ręki podany mu egzęplaz. czytał i czytał nie dowierzając.
- Lauro...tak mi przykro..dlaczego mi nie poweidziałaś???- spyatł tata siedząc przy mnie.
- Bałam się jak zareagujesz...- szepnełam przez łzy.
- Musisz mi odrazu mówić o takich rzeczach, jak chcesz to nie muszisz chodzic do tej pracy. A szef to wszystko widział???
- Tak, ale on sobie z tego nic nie robi...
- Jak chcesz to pujdziemy z tym na policje.
- Zastanowie się.
Napiłam sie soku i poszłam na gorę. W moim pokoju już czekał Rocky. Leżał na łóżku i pomchał mi ogonem. Usiadłam koło niego, a on podła mi łapkę.
- Dziękuje, że jesteś...
Pies szczeknął i zszedl z łóżka. Puściłam sobie muzykę z telefonu i glebnełam się na łóżko. Słuchłam, myślalam, słuchlam, myślalam i tak na zmienę. Około 19.55 zrobiłam sobię odprężającą kompiel i usnęłam.

2 komentarze: