niedziela, 19 stycznia 2014

8. Nie ufaj ciemnością...

Obróciłam się twarzą do Ross'a i zaczęłam powoli cofać, na co chłopak się przybliżał. W końcu dzieliło nas kilka centymetrów. Sięgnęłam ręka do torebki, w celu wyciągnięcia telefonu, ale blondyn mnie wyprzedził złapał za nadgarstki i przycisnął do ściany.
- Puszczaj mnie!!!
Chłopak się tylko chytro uśmiechnął.
- Puszczaj mnie słyszysz!? - wrzeszczałam dalej z nadzieją że ktoś mnie usłyszy.
- Nie rzucaj się bo tu cię nikt nie usłyszysz, a w ten sposób mi nie pomagasz..-szepnął cicho blondyn, przyciskując mnie mocniej do ściany.
- Ale o co ci chodzi?!
- Dlaczego mnie tak bardzo nienawidzisz ?!
- Ale pytanie - cicho się roześmiałam - po pierwsze jesteś debilem, po drugie nie umawiam się z gangsterami, a po trzecie BOJE SIĘ CIEBIE!!!!
Między nami zapadła głucha cisza...
- Czego ty właściwie ode mnie chcesz?!
W tej chwili Ross wbił mi się w usta. Próbowałam mu się wyrwać, ale to nie pomagało. Gdy się w końcu ode mnie oderwał spojrzał mi jeszcze raz w oczy.
- Ja chce ciebie...
Na całe szczęście chłopak puścił mnie, a ja zdążyłam z tamtą uciec. Biegłam prosto przed siebie. Do oczu napływały mi łzy. Otarłam twarz przed drzwiami do domu i weszłam do środka.
- Już jestem!
Odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Taty nigdzie nie było. W kuchni leżała tylko od niego kartka
" Wracam jutro o 17.00 buziaki "
-No to zostałam sama..-szepnęłam do siebie.
Postanowiłam sobie zrobić coś do jedzenia. Wyciągnęłam z szafki w kuchni płatki i mleko. Z gotową miską usiadłam na kanapie w przed pokoju. W telewizji same nudy. W pewnej chwili, przy truchtał do mnie Rocky. Wskoczył na kanapę i wtulił się w poduszki. On jest taki słodki. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Monic.
- Hej, jak się czujesz?
- ja spoko, rano tylko bolała mnie głowa, ale przez moich nad opiekuńczych rodziców, leżałam cały dzień przykuta do łóżka. Wiesz jacy oni są...a co u ciebie?
- U mnie w miarę ok. Znowu spotkałam Ross'a.
- I opowiadaj co s ci zrobił..-przerwała rudowłosa.
-Poczekaj daj mi dokończyć. Stał po d szkołą z swoimi kumplami. jeden z nich mnie zaczepił. Trochę mnie poniosło i wylałam na nich cała wode. Później zaczęłam uciekać, a on mnie gonił. Przycisnął do ściany w jakimś ślepym zaułku i pocałował..-powiedziałam to wszystko na jednym  oddechu.
- Lau..tak mi przykro...
- Nie spoko, nic na to nie możesz poradzić, to nie twoja wina.
-Ale pewnie gdybym szła wtedy z tobą, to by się odczepił.
-Monic daj spokój, stało się i trzeba zapomnieć, mam nadzieję ze jutro idziesz do szkoły?
- Tak jasne, ale teraz muszę kończyć, idę się kąpać, pa.
-Do usłyszenia.
Westchnęłam cicho i powędrowałam na górę. W moim pokoju było zupełnie ciemno. Nie zapalając światła podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej moje nowe buty. Nagle drzwi od pokoju się zamknęły.
Stałam przed łóżkiem nie wiedząc oco chodzi. W pewnej chwili ktoś mnie na nie popchnął i leżałam na poduszkach. Światło się zapaliło. Dopiero wtedy zauważyłam że nade mną jest Ross. Chłopak leżał na mnie podpierając się rękoma.
- Długo musiałem na ciebie czekać... - szepnął chłopak z chytrym uśmiechem.
W tej chwili obudziłam się z krzykiem. Leżałam na kanapie.
- To był tylko sen...-szepnęłam sama do siebie.
Musiałam zasnąc jeszcze orzed telefonem do Monic, szkoda tylko że ten pocałynek z Ross'em nie okazał się tak jak ten koszmarem.
Wzięłam odrężającą kąpiel i znowu zasnęłam.
---
 
 
Obudziłam się wcześnie rano. Odrazu na powitanie dostałam z kapcia od mojego psa.
- No wiesz to ja ci daje jedzenie, a ty mi to oddajesz kapciem?!
Rocky tylko szczeknął i wyszedł z pokoju. Spojrzałam na zegarek. Była 9.30. na szczęście nie idę dzisiaj do szkoły!!! Wstałam z łózka ogarnęłam się w łazience i ubrałam w to :
 
( bez okularów). Zeszłam na dół i zrobiłam sobie jajecznice. Nie umiem zbyt dobrze gotować, ale skoro tata jest w pracy to nie będę chodzić głodna. Wzięłam talerz z jedzeniem do salonu i walłam się na kanapę. W telewizji leciała akurat pogoda. Dzisiaj 30 stopni w cieniu!!! Szkoda tylko że nie mam basenu. Spojrzałam na Rocky'ego. Patrzał się na mój talerz jakby był ze złota.
- No dobra, masz...
Położyłam jedzenie na podłodze, a czworonóg sprzątnął to w 5 minut. Wzięłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Monic.
- Hej, co u ciebie.
- Spoko, a u ciebie.
- Nudzę się w chacie. Tata został w pracy, a ja siedzę w pokoju z psem i patrzymy się na teletubisie.
- Współczuje, widzę że temperatura cie już też dopadła.
- No...możemy się spotkać za 10 minut.
- Tak, jasne nie ma sprawy to za dziesięć minut w parku.
- Ok, pa
Rozłączyłam się i wybiegłam z domu. Ale upał. Nawet dzieciaki mieszkające na tej ulicy siedziały w cieniu samochodów. Przypomniałam sobie właśnie o psie... No nic wyjdę z nim trochę później. Z tą myślą ruszyłam prosto przed siebie. Szłam jakieś 10 minut, gdy nagle na przeciw siebie zauważyłam zdyszaną Monic.
- Jezu co ci się stało?!
- Spotkałam Justina ze swoim kumplem, rozmawiali o tobie. Szłam za nimi więc słyszałam.
- Ale gdzie oni teraz są?!
- Za jakieś 10 minut będą na plaży w barze.  Idziemy co nie?! - spytała mnie podekcytowana dziewczyna.
- Nie, nie chce mi się z nimi gadać, jeszcze spotkamy Rossa i będzie klops.
- Ale Justin to szkolne ciacho no chodź będzie fajnie!! - nalegała rudowłosa.
- Ale tylko pogadamy i idzemy dalej ok?
- Tak niech ci będzie..
dziewczyna pociągnęła mnie za rękę i pobiegłyśmy prosto na plaże. Ale tam były tłumy. W końcu to nawet się nie dziwie taka temperatura i nie wykorzystać pogody?
- To gdzie jest ten bar??? - spytałam rozglądając się.
- Widzisz tam to molo?
- A tak już widzę.
Było naprawdę pokaźnych rozmiarów. Weszłyśmy na drewniany most. Sam bar był w stylu hawajskim. Odrazu rzucił mi się w oczy Ross. Siedział ze swoim gangiem przy stoliku.
- No nie ten debil tez tu jest...-szepnęła rudowłosa.
-Mówiłam ci, chodź  stąd.
W tym momencie podszedł do nas Justin i jego kumpel, którego jeszcze nie znałyśmy.
- hej dziewczyny co u was.
- Spoko...-odpowiedziałyśmy równo.
- Może napijecie się czegoś, pogadamy?
Usiadłyśmy kolo nich przy stole. Kelner podał nam koktajle i lody w kokosie. Cały czas kopałam Monic żebyśmy stąd poszły, ale Monic nie zwracała na mnie uwagi.
- To co dzisiaj robicie? - spytał nagle Justin.
- Łazimy, tak po mieście...-westchnęła Monic.
- A przepraszam nie przedstawiłem wam Blake'a.
Spojrzałyśmy na nowego chłopaka był to wysoki brunet o  piwnych oczach.
- Laura - przedstawiłam się i podałam mu dłoń.
Podobnie zrobiła Monic. Ross cały czas się na mnie gapił. Udawałam że śmieje się z pozostałam grupą, chociaż nawet nie wiem o czym oni gadali. Wyciągnęłam telefon, dwie nie odebrane wiadomości. W klubie był straszny hałas więc wyszłam na zewnątrz.
Oczywiście te wiadomości były od mojego tatyNapisałam mu tylko sms'a że jestem z Monic na plaży i wróciłam do baru.
- Bardzo was przepraszam.- wytłumaczyłam siadając koło Monic.
- Nic się nie stało, chcecie coś do picia? - spytał ponownie Justin.
- Nie dzięki...-odezwałam się cicho.
- To ja sok pomarańczowy.
Spojrzałam się na Monic. Nie poznaje mojej przyjaciółki. Zawsze taka cicha, pilna i grzeczna, a teraz???
 
Chłopacy zostawili nas samych. Blake poszedł do toalety, a Justin po napoje.
- Monic co cię napadło? - szepnęłam do koleżanki.
- No co? Ni widzisz że oni z nami flirtują?!
Przerwał nam tą rozmowę Blake.
- O czym tak rozmawiałyście? - spytał brunet z uśmiechem.
- Yyy...o mojej babci. - odezwała się Monic.
- O babci? - spytał nie dowierzając chłopak.
-  Tak, o jej babci tak się nazywa ja kot. - wytłumaczyłam szybko.
Monic mnie kopła i uśmiechnęła się sztucznie. Moje oczy mówiły " no co" A  jej wzrok patrzał się na mnie z mordem.
- Idę to toalety, zaraz wracam. - odezwała się Monic.
Nie, błagam tylko nie to. Zostawia mnie samą z nimi!  Nie ukrywam że chłopacy byli ładni i nawet sz ła nam rozmowa, ale sama!? No nic trzeba żyć dalej..
- Słyszałem że pochodzisz z Madrytu? - odezwał się Justin.
- Tak...
- Powiedz coś po Hiszpańsku.
- Terriblemente mal ventilado aquí voy a transiciones fuera ..
- Co? - spytała Monic, która właśnie przyszła.
- Laura mówiła nam coś po Hiszpańsku, ale co to było.
- Strasznie tu duszno idę się przejść na zewnątrz. - mówiąc te słowa wstałam i wyszłam.
Wychodząc z baru upuściłam torebkę, co wykorzystał Ross...
 
I jak wam się podoba kolejny rozdział? Dzięki za wczorajsze komentarze. Jutro pojawi się następny wpis.
P.S. Dodam nowych bohaterów.

5 komentarzy:

  1. Gdy zawsze widzę że dodałaś rozdział krzyczę w środku i się mega cieszę :D neext !

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham tego boga!!!!!!!!!! Super rozdził, czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no weź ty wiesz w jakich momentach przerywać?haha szkoda że dzisiaj tylko jeden

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietny ;)
    Ciekawe kiedy Ross pokaże Laurze, że wcale nie jest taki zły
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudny.
    Czekam na next'a
    <3 <3 Karcia 546 <3 <3

    OdpowiedzUsuń