Leniwie przeciągnęłam się po łóżku, przetarłam oczy, a tu nagle do pokoju wpada tata i krzyczy że jest już 7.30.
- Co?!
- Laura! Wstawaj bo się spóźnisz!!! Jest 7.30.
Podbiegłam do szafy wzięłam uszykowany zestaw i zeszłam do łazienki w celu ogarnięcia się. Wyszłam ubrana w to :
Będzie mi w tym raczej ciepło, ponieważ mamy początek wiosny, a tu jest jakieś 27 stopni, ale nie chce się spóźnić. Zeszłam na dół, wzięłam tylko jabłko na przekąskę i wyszłam z domu. Wróciłam się szybko d chaty, ale w drzwiach zastałam Rockiego trzymającego w pysku moje wrotki.
- Dzięki...
Buty schowałam do torby. Do szkoły mam 20 minut drogi. Przez park i dwie ulice, więc w wrotkach zajmię mi to 10 minut. Jest dopiero 7. 45, a do szkoły idę na 8.00. Spoko, zdążę na wrotkach jestem jak Usain Bolt. Wyciągnęłam słuchawki z kieszeni i włożyłam na uszy. Akurat leciał Pharrel Williams " Happy" . Jechałam ulicą, ponieważ była pusta, a na chodnikach wlekli się uczniowie do szkoły. Wszyscy się na mnie gapili. Co oni nigdy nie widzieli wrotek? Minęłam ich szybko, ale dalej czekała mnie kolejna grupa chłopaków. Jechali samochodem.
- Hej! Mała podwieźć cię!!?? - krzyknął jeden z nich.
Podjechałam do auta i chwyciłam się drzwi kierowcy. Nie musiałam ruszać nogami, a chłopacy wcale nie chcieli nie zabić. Jechali w normalnie, nie za szybko, ale nie wlekli się jak żółwie.
- Jak masz na imię? - spytał nagle kierowca.
Był to murzyn, o przyjemnym wyrazie twarzy. Miał około 17 lat, zresztą jego towarzysze też.
- Laura. - odpowiedziałam krótko. - A ty??
- Mike. - przedstawił się chłopak - zawsze do usług.
Jechałam tak przez jakieś 3 minuty.
- Jesteśmy na miejscu! - krzyknął jakiś chłopak siedzący an tylnym siedzeniu.
- Wielkie dzięki, odwdzięczę się!!!
Odjechałam od samochodu. Przed szkołą był straszny tłum. Na szczęście w tym zamieszaniu zauważyłam Monic.
- Monic!!! - krzyknęłam machając do niej ręką.
- Co tam u ciebie?
- Spoko, miałam małą podwuzkę. - powiedziałam z uśmiechem
- Właśnie widziałam. - odpowiedziała dziewczyna odwzajemnając uśmiech. - Ale teraz muszę ci zapoznać z szkolnym życiem. Jest tu u nas kilka grup. Widzisz tamę dziewczyny przy drzewie??
- Tak...
- Te dziewczyny to nasze szkolne " modnisie" takie najpopularniesze, najładniejsze i najbogatsze. Jednym słowem straszne zołzy. Ich jakby taką szefową jest Maia, potem Erica, a na końcu Eline. Jest jeszcze grupa kujonów, ale ich to ci chyba nie muszę tłumaczyć. A tam - dziewczyna zmieniła kierunek ręki - przyrodnicza. Wiesz zawsze się wszędzie angażują. Są całkiem spoko. O i szkolne ciacha. Po prostu przystojni chłopacy. Ich szefem jest Justin. Jeszcze grupa Emo, powiem ci w sekrecie " oni uważają się za wampiry" - szepnęła rudowłosa.
- No nie gadaj..
- Poważnie, ja sama w to nie mogę uwierzyć.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
- A my do których należymy??? - spytałam przez śmiech.
- My jesteśmy tłem, podobnie jak ci chłopacy, co cię podwieźli, jak tamci ludzie, i jak tamci, i jak tamci.
Dziewczyna cały czas zmieniała kierunek ręki, a ja prubowłam nadążyć.
- Monic? A o której mamy dzwonek?
- Za jakieś 2 sekundy chodź już do klasy. Pierwsza mamy historię, uwierz mi nie chcesz się spóźnić. Wpadłyśmy do klasy całe zadyszane. Monic usiadła na swoim miejscu, a mnie pan profesor poprosił na środek.
- Słuchajcie dzieci. To jest nowa uczennica Laura. Będziecie się razem uczyć 2 lata. Myślę że się polubicie. - powiedział historyk.
- A można od razu, od koleżnki poprosić o numer telefonu?! - odezwał się zuchwalsko Justin ( szkolne ciacho ).
- Zachowaj sobie te komentarze dla siebie.
Usiałam koło Monic i zaczęłam notować lekcje.
- Masz bardzo ładne pismo. - szepnęła rudowłosa.
- Dzięki.
Lekcja minęła szybko. Piekło zaczęło się na przerwie.
Gdzie tylko przechodziłam chłopacy, zaczepiali mnie jak mam na imię i pytali o numer telefonu. Nie zwracałam na to uwagi. Później miałam matematykę, a po niej przerwę na stołówce.
- I jak się trzymasz? - spytała rudowłosy idąc koło mnie.
- Jak przeżyje tą przerwę to będzie w porządku,.
- Nie stresuj się na stołówce nie powinni cię zaczepiać.
Weszłyśmy do wielkiej sali. Stołówka wyglądała jak w typowo ameryknśkej szkole.
Stałam w właśnie z Monic w kolejce do jedzenia, gdy przed nas wepchnęły jakieś dziewczyny.
- Przepraszam, ale wy chyba tu nie stałyście.
- Słuchaj nowa - zwróciła się jedna z nich. - Z nami się nie zadziera, jesteś zwykłym śmieciem, którym można pomiatać. Następnym razem nie odzywaj się do nas bo źle skończysz, a tak na przyszłość - Maia. - Dziewczyna chytro się uśmiechnęła i odwrócił z powrotem.
- To są te dziewczyny z pod drzewa? Co nie? - spytałam rudowłosej.
- No niestety tak, ale nie martw się one już takie są.
Wzięłyśmy tace z jedzeniem i zaczęłyśmy polowanie na miejsce. Stołówka była może duża, ale uczniów też było sporo. Po 2 minutach udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca przy stole przy schodach.
- Monic? Mogę cię o coś spytać? - zwróciłam się do koleżanki.
- Tak jasne...
- Z kim się kumplowała jam jeszcze mnie nie było???
Dziewczyna westchnęła cicho.
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić, pytał tylko tak z ciekawości.
- No więc tak...Wtedy nie kolegowałam się z nikim. Przez mój kolor włosów nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Mówili że rudy jest fałszywy, i nie chcą takiej kumpeli.
- Ja uważam że rudy jest piękny. Każdy ma inny kolor włosów, ja mam brąz, ty rudy, ktoś inny czarny, a jeszcze inny jest łysy. - uśmiechnęłam się żeby ja pocieszyć.
- Musimy się streścić bo za 7 minut jest dzwonek, a my mamy pełne talerze. - zmieniła temat dziewczyna. - Opowiadałam ci już o gangsterach???
- Nie...
- Więc tak to grupka 5 chłopaków. Są przeważnie ubrani na czarno. Ich szefem jest Ross...Ross Lynch. To wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Ma czarny krzyż na nadgarstku i czekoladowe oczy. Wiem bo spotkałam go kiedyś w sklepie. Przyrzekłam sobie że to pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Kradną, są dilerami i urządzają nielegalne wyścigi. Ludzie starają się ich unikać, a jak już to dzwonią po policje. Ten blondyn to nawet miał już 4 sprawy w sądzie i plotki mówią ze zabił swoją siostrę. Niby to tylko plotki, ale dziewczynka nie żyje.
- Oni chodzą do szkoły??? - spytałam wystraszona.
- Nie kręcą się p osiedlu, ale wolałam ci o nich opowiedzieć tak na przyszłość.
Po szkole poszłam odraz do chaty. Taty jeszcze nie było ponieważ pracę kończy o 16.30. Zrobiłam więc lekcje i zadzwoniłam do Monic.
- Hej, miała byś może dzisiaj czas???
- No pewnie, kiedy?
- Za piętnaście minut w parku przy ławce.
- Przepraszam, ale wy chyba tu nie stałyście.
- Słuchaj nowa - zwróciła się jedna z nich. - Z nami się nie zadziera, jesteś zwykłym śmieciem, którym można pomiatać. Następnym razem nie odzywaj się do nas bo źle skończysz, a tak na przyszłość - Maia. - Dziewczyna chytro się uśmiechnęła i odwrócił z powrotem.
- To są te dziewczyny z pod drzewa? Co nie? - spytałam rudowłosej.
- No niestety tak, ale nie martw się one już takie są.
Wzięłyśmy tace z jedzeniem i zaczęłyśmy polowanie na miejsce. Stołówka była może duża, ale uczniów też było sporo. Po 2 minutach udało nam się znaleźć dwa wolne miejsca przy stole przy schodach.
- Monic? Mogę cię o coś spytać? - zwróciłam się do koleżanki.
- Tak jasne...
- Z kim się kumplowała jam jeszcze mnie nie było???
Dziewczyna westchnęła cicho.
- Jak nie chcesz to nie musisz mówić, pytał tylko tak z ciekawości.
- No więc tak...Wtedy nie kolegowałam się z nikim. Przez mój kolor włosów nikt nie chciał się ze mną przyjaźnić. Mówili że rudy jest fałszywy, i nie chcą takiej kumpeli.
- Ja uważam że rudy jest piękny. Każdy ma inny kolor włosów, ja mam brąz, ty rudy, ktoś inny czarny, a jeszcze inny jest łysy. - uśmiechnęłam się żeby ja pocieszyć.
- Musimy się streścić bo za 7 minut jest dzwonek, a my mamy pełne talerze. - zmieniła temat dziewczyna. - Opowiadałam ci już o gangsterach???
- Nie...
- Więc tak to grupka 5 chłopaków. Są przeważnie ubrani na czarno. Ich szefem jest Ross...Ross Lynch. To wysoki i dobrze zbudowany blondyn. Ma czarny krzyż na nadgarstku i czekoladowe oczy. Wiem bo spotkałam go kiedyś w sklepie. Przyrzekłam sobie że to pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Kradną, są dilerami i urządzają nielegalne wyścigi. Ludzie starają się ich unikać, a jak już to dzwonią po policje. Ten blondyn to nawet miał już 4 sprawy w sądzie i plotki mówią ze zabił swoją siostrę. Niby to tylko plotki, ale dziewczynka nie żyje.
- Oni chodzą do szkoły??? - spytałam wystraszona.
- Nie kręcą się p osiedlu, ale wolałam ci o nich opowiedzieć tak na przyszłość.
Po szkole poszłam odraz do chaty. Taty jeszcze nie było ponieważ pracę kończy o 16.30. Zrobiłam więc lekcje i zadzwoniłam do Monic.
- Hej, miała byś może dzisiaj czas???
- No pewnie, kiedy?
- Za piętnaście minut w parku przy ławce.
Rozłączyłam się i zaczęłam szykować. Ubrałam się w to :

Wyszłam z domu. Po 13 minutach byłam na miejscu.
- I jak tam wrażenia po pierwszym dniu w szkole?
- Nawet ok....zawsze mogło być gorzej.
Obie się uśmiechnęłyśmy i ruszyłam z Monic w stronę kawiarni... Usiadłyśmy na dworze, przy stoliku dla dwojga.
- Ale romantycznie...
- No normalnie jak w telenowelach...
Nagle podszedł do nas kelner.
- Co panią podać???
- Ja poproszę deser lodowy, i latte macchiato. - powiedziała rudowłosa.
- To ja to samo.
Byłam w wielkim szoku. Wszystko jest inne, niesamowite i nieznane.
- Co siedzisz taka wystraszona???
- Nie, tak po prostu się zamyśliłam.
Siedziałyśmy gadając o wszystkim i o niczym. Monic pytała mnie o moje zinteresowania i rodzinę, a ja oto samo ja. Czas szybko nam zleciał. Rozstałyśmy się około 20.00. Na dworze było już ciemno, a w dodatku nigdzie nie było ludzi. Chciałam skręcić w następna ulicę, ale nagle ktoś na mnie wpadł...
Tym ktosiem był wysoki, dobrze zbudowany blondyn. Leżał na mnie, wpatrując się w oczy.
- Przepraszam nie zauważyłam cię. - powiedział z uśmiechem.
- Mógł byś ze mnie zejść??? - spytałam odwzajemniając uśmiech.
Chłopak szybko się podniósł i pomógł mi wstać.
- Jestem Ross. - przedstawił się chłopak, podnosząc coś z chodnika.
- Laura
Teraz sobie wszystko uświadomiłam. To jest ten chłopak o, którym opowiadała mi Monic. Jest wysoki dobrze zbudowany, ma czekoladowe oczy i na imię Ross. Może to tylko podobny chłopak. Nie widziałam jeszcze tego tatuaż, więc na sto procent pewna nie jestem.
- Odprowadzić cię do domu????
W tej chwili zauważyłam na jego nadgarstku czarny krzyż. Uświadomiłam sonie że albo on mnie zabije, albo ja ucieknę i go nigdy nie spotka.
- Nie dzięki...poradzę sobie.
Odwróciłam się szybko i zaczęłam biec, z powrotem do domu.
- Co ty taka zadyszana? - spytał tata, widząc jak wpadam do domu.
- Słyszałeś możę o takiej osobie jak Ross Lynch???
- Tak...
- Ja go przed chwilą spotkałam, właściwie wpadłam na niego! To jest gangster!!!
- Uspokój się, i idz na górę. Tu go nie ma.
Tak jak mi poradził tata, udałam się do mojego pokoju. Usiadłam na różowym fotelu i zasnęłam....
I jak wam się podoba kolejny rozdział??? Trochę się nad nim namęczyłam, ale mślę że było warto. W następnym rozdziale będzie więcej Raury!!! Liczę na kilka komentarzy. Do natępnego wpisu!!!
My tu gadu gadu, ale nie napisałaś kiedy będzie nexxt! C'mon! Dodasz jeszcze dzisiaj?? :)
OdpowiedzUsuńI błagam, wyłącz weryfikację obrazkową :)
Genialny rozdział!!!!! Ubóstwiam tego bloga! Czekam na nexta
OdpowiedzUsuńczekam a kiedy next
OdpowiedzUsuńSuper :] nie moge doczekać się nexta
OdpowiedzUsuń23 year old Software Engineer IV Abdul McFall, hailing from Igloolik enjoys watching movies like Tattooed Life (Irezumi ichidai) and Letterboxing. Took a trip to Thracian Tomb of Sveshtari and drives a Ferrari 250 GT LWB California Spider. jego wyjasnienie
OdpowiedzUsuń